rageman.pl
Film

Austeria

rok: 1982

reżyseria: Jerzy Kawalerowicz

Prawdopodobnie nie powinno się wyciągać zbyt dalekosiężnych wniosków na bazie czterech filmów z prawie dwudziestu, ale jeśli już sobie na to pozwalam to trudno nie zauważyć, że Kawalerowicz najlepsze filmy kręcił mając do dyspozycji solidny materiał literacki. Tak było z „Matką Joanną od Aniołów” i „Faraonem”, przewyższających omawianą niedawno „Grę”, opartą na oryginalnym pomyśle, przynajmniej kilka poziomów. Jak na ich tle prezentuje się „Austeria”?

A może to nie kwestia pierwowzoru literackiego? Film z ’82 roku łączy z wielkimi poprzednikami także osadzenie historyczne fabuły, ale przede wszystkim kluczowa rola religii w tejże fabule. Tym razem Kawalerowicz wziął na tapet powieść Juliana Stryjkowskiego, której akcja dzieje się podczas Pierwszej Wojny Światowej – a dokładnie pierwszego jej dnia. Miejsce w których rozgrywa się gro wydarzeń też jest ściśle zawężone – jest to tytułowa austeria (dawne określenie karczmy) należąca do starego Żyda Taga (stworzony do tej roli Franciszek Pieczka). U niego to schronienie znajdują praktycznie wszyscy potrzebujący, uciekający przed wojskami kozackimi – w tym bodajże najliczniejsza grupa chasydów, chyba nie do końca zdająca sobie sprawę z powagi sytuacji. W przeciwieństwie do przepełnionego rozterkami i wątpliwościami, przeczuwającego nadchodzącą tragedię dla jego braci w wierze.

Ponoć w popremierowych recenzjach i komentarzach „Austeria” była oskarżana o antysemityzm. Z dzisiejszej perspektywy jawi się to sporym absurdem, ale faktem jest, że film jest na wskroś żydowski, także od strony produkcyjnej – obsadę filmu w głównej mierze stanowią aktorzy pochodzenia żydowskiego, których większość przewinęła się przez stołeczny Teatr Żydowski. Przede wszystkim na pewno nie ma tu laurki – obok mądrych Żydów (główny bohater – który zresztą też nie jest krystalicznie czystą postacią) są też tu Żydzi, cóż, mniej mądrzy. To co jednak udało się Kawalerowiczowi to uniknięcie polemicznego stylu, który dość często występuje w filmach traktujących stricte o konkretnych grupach – narodowych, rasowych, religijnych. Nie ma tu równoważenia dobra złem i odwrotnie, głupoty mądrością etc. Po prostu obserwujemy wycinek pewnej zbiorowości, w której znajdują się różni ludzie, z całym przekrojem wad i zalet.

Inna sprawa, że myślę że dzieło Kawalerowicza zupełnie nie miało na celu przedstawienie stosunku autora do kultury żydowskiej. Jeśli już, to nazwałbym to elegią do Polskiego Żyda – wprawdzie najmroczniejsze pogromy miały dopiero nadejść, ale duch apokalipsy wylewa się z kadrów. I choć tak po prawdzie fabularnie nie dzieje się tu zanadto, to film wygrywa przede wszystkim tym przedziwnym nastrojem, śmiechem przez łzy, tańcem w obliczu tragedii. Nie chcę spoilerować, ale im bliżej finału tym całość staje się coraz bardziej przejmująca, włącznie z symbolicznymi ostatnimi kadrami. Coś pieknego.

Mimo wszystko wyżej stawiam „Matkę Joannę” i „Faraona”, ale „Austeria” plasuje się naprawdę niewiele niżej.

najlepszy moment: FINAŁ

ocena: 8,25/10