rageman.pl
Film

Zapomniani

rok: 1950

reżyseria: Luis Buñuel

Wspominaliśmy już o retrospektywach twórczości Weira, Kawalerowicza czy też Tarkowskiego na tegorocznym Timeless Film Festival, dziś pomówimy o innym legendarnym reżyserze, który doczekał się podobnego uhonorowania na tymże festiwalu.

W kontekście Luisa Buñuela, którego kariera filmowa trwała blisko pięćdziesiąt lat, mówi się o przynajmniej kilku kluczowych etapach jego twórczości. Pierwszy, najbardziej awangardowy, ukoronowany już na starcie słynnym „Psem andaluzyjskim”. Ostatnie lata aktywności zawodowej to zarazem, w powszechnej opinii, szczytowy okres możliwości hiszpańskiego reżysera, obfitujący w takie klasyki jak „Dyskretny urok burżuazji” czy „Mroczny przedmiot pożądania”. Zanim jednak wrócił z powrotem do Europy osiadł się w Meksyku, by tam kręcić filmy przez wielu określane mianem najbardziej komercyjnych. Nie będę zgrywał eksperta od twórczości Buñuela (chociaż poza „Zapomnianymi” obejrzałem jeszcze kilka innych filmów tego twórcy, ale o tym kiedy indziej), więc trudno mi się do tej opinii ustosunkować. Jeśli jednak komercja w wydaniu Buñuela oznacza takie filmy jak „Zapomniani”, to jest to rzadki przypadek, kiedy masowa przystępność zbiegła się z najwyższą jakością artystyczną.

Meksykańskie slumsy. Naszymi przewodnikami po tym świecie jest grupa nastoletnich chłopców, których sposobem zarówno na zabicie czasu jak i na przetrwanie jest okradanie innych – w szczególności tych będących najłatwiejszym celem, tj. ślepców, inwalidów i wszystkich tych, którzy sami walczą by dotrwać do następnego dnia. W grupie tej wyróżnia się dwóch chłopców – dobroduszny w głębi serca Pedro, pragnący w pierwszej kolejności miłości ignorującej go matki, oraz zepsuty do szpiku kości El Jaibo, który po wyjściu z poprawczaka pragnie przede wszystkim zemsty na tym, który w jego mniemaniu go „sypnął”. Tragiczny ciąg zdarzeń powoduje, że losy tej dwójki stają się od pewnego momentu nierozerwalnie powiązane.

Mówi się o „Zapomnianych” jako o filmie fundamentalnym dla wszystkich tych, które pokazują dorastanie w znacznie mroczniejszych barwach. Choć „mroczniejsze barwy” w tym przypadku to eufemizm – mówimy o skrajnej beznadziei, przeklętym kręgu ubóstwa i patologii, jak rak wyniszczającym każdego kto się w nim znajdzie. Przy czym najbardziej dobijającym aspektem całości jest to, co poza ekranem – bo choć film ma już ponad 75 lat, to czy rzeczywiście można powiedzieć że pokazuje bezpowrotnie minione czasy? Bynajmniej. I „Zapomniani” stanowią najlepszą „przypominajkę” tego, że dopóki będziemy przechodzić do porządku dziennego nad faktem, że w tym ubóstwie i zepsuciu rodzą się i umierają ludzie, to ten świat nigdy nie będzie można uznać za normalny, a nas wszystkich za zdrowych.

Wielkość Buñuela (chociaż być może inni upatrują w tym dowód na rzekome skomercjalizowanie się) polega na tym, że tak posępnej tematyki wcale nie pokazuje w równie ciężki sposób. Owszem, pozbawione koloru kadry siłą rzeczy mogą być nieprzystępne dla współczesnego widza, ale poza jedną, przepełnioną surrealizmem sceną snu Pedro, jest to tak surowe i realistyczne w formie, że przybiera dokumentalnego wręcz wydźwięku. Co też zasługa dziecięcych odtwórców ról – chociaż część z nich rozwijała aktorskie kariery, tutaj bije od nich naturszczykowa energia.

Pięknie przygnębiający i przygnębiająco piękny film.

najlepszy moment: FINAŁ

ocena: 9/10