rageman.pl
Film

Hydraulik

rok: 1979

reżyseria: Peter Weir

Czy czujecie dyskomfort za każdym razem kiedy musicie wpuścić obcą osobę do mieszkania, bo trzeba zrobić przegląd wentylacji lub kontrolę instalacji elektrycznej? Ja tak, zwłaszcza od kiedy za dzieciaka obejrzałem „Telemaniaka” z Jimem Carreyem. Jeśli macie podobnie, to „Hydraulik” jest dla Was.

Cała historia dzieje się pomiędzy trzema bohaterami. Cowperowie to szczęśliwe (choć bezdzietne) małżeństwo, reprezentujące typową klasę średnią, w pełni sfokusowane na karierach naukowych. Przy czym Briana całymi dniami nie ma, więc to na Jill, przeprowadzająca swe badania antropologiczne z domu, spoczywa niejako obowiązek opieki nad ich skromnym, acz uroczym mieszkaniem. Pewnego dnia do drzwi tegoż mieszkania puka Max – deklarujący się jako przesłany przez spółdzielnię hydraulik. Werdykt jaki wydaje po przeglądzie jest jednoznaczny – rury do wymiany. Co oznacza robotę rozłożoną w czasie, a co za tym idzie – regularne wizyty Maxa w mieszkaniu Cowperów. A z każdą kolejną Jill, obserwując zarówno efekty pracy Maxa jak i samo jego zachowanie, nabiera coraz większych podejrzeń, czy rzeczywiście wpuściła do domu (i życia) odpowiednią osobę.

Po „Pikniku pod wiszącą skałą” i „Ostatniej fali”, ambitnych pod względem formy i treści, „Hydraulik” może nie tyle zaskakiwać minimalizmem (w formie, jak i w długości – to zaledwie 70 minut z hakiem), co wręcz jawić się jako krok w tył. I jest to jak najbardziej uzasadnione odczucie – gdyż pierwotnie Weir planował „Hydraulika” jako film telewizyjny, swoista wprawka przed kolejnymi pełnometrażowymi wyzwaniami (dziś byśmy nazwali to „pobudzeniem algorytmów”). Zachęceni sukcesami stopniowo podbijającego świat „Pikniku” dystrybutorzy nowego dzieł(k)a Weira uznali, że warto kuć żelazo tym co jest.

Przez co mam problem z oceną „Hydraulika”. Na pewno ma on swe niepodważalne zalety. Przede wszystkim jak najbardziej sprawdza się jako thriller – wspólnie z Jill czujemy jej wzrastający strach i paranoję i nawet fragmenty, w których wspomniany wcześniej Jim Carrey pokazałby talent komediowy („koncert” w łazience), tutaj są odgrywane jak najbardziej na poważnie. Ale przy całym niepokoju jaki wzbudza w nas Max, trudno jednoznacznie go sklasyfikować jako złola. I to drugi, duży walor dzieła Weira – czyli ukazanie konfliktu nie tylko na poziomie osobowościowym, ale też i klasowym. Oczywiście rzadko który złoczyńca zadeklaruje jednoznaczną chęć czynienia zła dla samego czynienia zła (no chyba że to Joker lub inny skrajny psychopata) – ale w przypadku Maxa, który robi Cowperom zarzut że żyją za jego pieniądze (co, biorąc pod uwagę że mieszkanie zostało przydzielone im w ramach ich pracy naukowej, technicznie jest prawdą), trudno odmówić mu pewnych racji.

Tak samo trudno jednak nie dostrzec, że jest to film może nie tyle ze zmarnowanym potencjałem, co zwyczajnie wybrakowany. O ile kreacje aktorskie, choć zaledwie poprawne, nie prowokują jakichś większych zażaleń, to jednak finał filmu sprawia wrażenie jakby był pisany na kolanie. Ja rozumiem, że budżet był ograniczony nie spodziewałem się jakiejś spektakularnego zwycięstwa dobra nad złem, ale bez przesady.

Gdyby więc uwzględniać „Hydraulika” w Weirowej klasyfikacji, można bez bólu umieścić go na najniższej półce. Co nie zmienia faktu, że wciąż jest on warty obejrzenia – i podchodząc do niego bez jakichkolwiek oczekiwań, może dać sporo satysfakcji.

najlepszy moment: pierwszy akt ewidentnie najlepszy

ocena: 7,25/10