rageman.pl
Muzyka

Paktofonika – Archiwum Kinematografii

rok wydania: 2002

wydawca: Gigant

 

Z tym albumem to już nie taka prosta sprawa. Ciężko ocenić. Jak co bardziej zorientowany słuchacz polskiej muzyki wie, parę dni po wydaniu „Kinematografii” samobója popełnił Piotr „Magik” Łuszcz. Nie ma człowieka, nie ma przyjaciela, nie ma ikony rapu, nie ma też jak promować albumu. Koncerty z wokalami Magika puszczonymi z taśmy. Na dłuższą metę nie ma to sensu. Taką tragedią naznaczony zespół nie ma racji bytu. Niby nie ma ludzi niezastąpionych, ale czasem lepiej dać sobie spokój z szukaniem następców i zamknąć temat. Rahim i Fokus temat Paktofoniki zamknęli, a „Archiwum Kinematografii” to jego epilog.

Epilog, na który złożyły się numery – odrzuty z „Kinematografii”. Skoro odrzuty, to znaczy że nie były tak dobre te numery, by znaleźć się na albumie. To słychać. Nie ma tu tak historycznych momentów jak na debiutanckim krążku. Nie ma tu takiej spójności. Słychać że to składak numerów z różnych okresów działalności zespołu. Pierwsze nagrywki, ale też i rzeczy które miały znaleźć się na następnych wydawnictwach. Ciekawostki. Piętnaście numerów, pełna godzina muzyki.

Ale trzeba o ewidentnych pozytywach tu wspomnieć. Numer z gościnnym udziałem 17 (Pih & Tymi) rozczarowuje, ale już „Wielka gra” z Fiszem to całkiem smaczna sprawa. Pojawiają się też ponownie BDJ, Sot i Kams. To co jednak najbardziej zauważalne to niesamowity rozwój Rahima, o którym wspominałem przy okazji recki „Kinematografii”. Podkłady na tej płycie to w głównej mierze jego dziełka i one tu lśnią najjaśniejszym blaskiem. Oczywiście Fokus w rozwoju się nie cofa i dalej dystansuje swoimi skillsami całą scenę hiphopową w PL.

A Magik… No, też tu jest. Inaczej się go słucha, wiedząc co się wydarzyło. Dalej wersami czaruje. Choć to co moją największą uwagę zwróciło to materiał który znalazł się w książeczce do płyty. Dokładnie rozpisany scenariusz do nigdy niepowstałego klipu „Nowiny”, autorstwa oczywiście samego Magika. Niesamowita sprawa. Widać (i słychać przecież też) ile ten numer dla niego znaczył. I ile wagi przywiązuje do tego, co się wydarzyło w przeszłości. Zwłaszcza na linii On – Kaliber 44, a właściwie On – Abradab/Joka. Wrażliwy chłopak był. Hiphopowy poeta. Coś jak 2Pac, tylko bez tej wiejskiej gangsterskiej otoczki. Ale to ten sam, nomen omen, kaliber.

Dobrze że wydali ten materiał. Dopełnienie obrazu.

 

najlepszy moment: C.D. KINEMATOGRAFII

ocena: 7/10