rageman.pl
Muzyka

Paktofonika – Kinematografia

rok wydania: 2000

wydawca: Gigant / Bohema

Ponieważ nie pisałem od czwartku, więc z tej okazji podwójna notka. Zajmiemy się dyskografią Najlepszego Moim Zdaniem Polskiego Zespołu Hiphopowego Ever.

Oczywiście każdy się oburzy, bo ma swojego faworyta do tego tytułu. Przypuszczam że najczęściej padałaby nazwa Kaliber 44. Prawda, trzech (a później dwóch) kapitalnych raperów, „Księga tajemnicza. Prolog”, później też „W 63 minuty…”. No ale Kalibrowi zdarzył się też „3:44″, który znacznie obniżył poziom zajebistości ich albumów. No okej, Paktofonice słaby album się nie zdarzył, bo nie miał okazji się zdarzyć. Ale o tym kontrargumencie zapomnijmy, shall we?

Jest wiele świetnych załóg hiphopowych w Polsce, z wielkimi albumami. Warszafski Deszcz, Grammatik, Molesta… Problem w tym, że skillsy poszczególnych panów raperów w tych grupach nie zawsze są wyrównane, a czasem nawet rażąco się różnią. No bo sami przyznajcie – Eldo czy Jotuze? Tedunio czy Numer Raz? W Paktofonice takiego problemu nie ma. Trzy zajebistości muzyczne się spotkały. Może i tutaj też ktoś by zarzucił błyskotliwym „nieee, no przecież MAGIK naj naj, Fokus i Rah słabsi muszą być w związku z tym, przecież”. No ale to tak jakby wybierać najbrzydszą laureatkę Miss Universe, if ya know what I mean.

Ktoś mógłby się kłócić, że Rah jest bardzo dobry, ale zajebisty to on nie jest i już. Ok, rzeczywiście, na „Kinematografii” czasem stoi w cieniu porażających umiejętnościami Fokusa i Magika. Ale z drugiej strony – znacie drugiego osobnika ze świata polskiego rapu, który bardziej się rozwinął w przeciągu tych ośmiu lat, jakie minęły od wydania tego albumu? Nie znacie.

Trzy Osobowości, które nie potrzebują ficzuringów na albumie, by było atrakcyjnie. Jeśli jest pomysł na muzykę, na album, to po co goście. Tak powstają Arcydzieła Hiphopowe. Nas nie musiał zapraszać całego Nowego Jorku na „Illmatic”, Beastie Boysom na „Licensed to Ill” wystarczał praktycznie sam Kerry King. Na „Kinematografii” też mamy wśród gości właściwie tylko Gutka z Indios Bravos w „Ja to ja”. Zresztą to i tak nietypowy gość, bo przecież nie rap, a wyśpiewany reggae’owy refren. Jeszcze w „2 kilo”, powstałym pod wpływem wycieczki do Niemiec, mamy pozapraszany tamtejszy underground. Ale to bonusik jest. To nie dzisiejsze hiphopowe albumy, gdzie zaprasza się celebrities, by ukryć miałkość własnych wersów i podkładów. To nie dwa-trzy single do MTV i reszta wypełniaczy. Może nazywać „Kinematografię” concept albumem byłoby przesadą, ale prawda jest taka, że ten album to monolit. Całość…

…soundtrack do życia. Nie blokersa, ale normalnego kolesia z bloku. Płyta, którą biorę na bezludną wyspę, jeśli miałbym taką okazję. Czasy liceum, ubite lufki. Widzę szczyt, a za szczytem zaszczyt za zaszczytem. Skoro trzech dwudziestoparolatków mogło, to ja też będę mógł. Przecież jestem bogiem, wystarczy uświadomić to sobie. I będę starał się łapać chwile ulotne jak ulotka, moje małe wypasy dnia. A wrogom będę śpiewać wersy z „Nowin”. A raniącym me serducho istotom dedykować będę „Rób co chcesz…”. A może kiedyś osiągnę w życiu takie absoluty, jak rap Fokusa w „Powierzchniach tnących”.

Ocena musi być taka jaka jest. Bo choć o tym w Skali nie wspomniałem, to jednak oceny płyt i filmów odzwierciedlają to co te dzieła DLA MNIE znaczą, a nie dla świata. Jestem recenzentem amatorem, a ten blog ma być o tym, co mnie rusza lub do rzygów zmusza. Choć miło jeśli jakąś opinią swoją zachęciłem do zapoznania się z jakimś albumem. Akurat w przypadku „Kinematografii” mam nadzieję, że zachęta nie jest potrzebna. Bo to naprawdę jest ważny album dla polskiej muzyki, tak po prostu.

 

najlepszy moment: PRIORYTETY

ocena: 10/10