rageman.pl
Muzyka

Sigur Ros – Takk…

rok wydania: 2005

wydawca: Geffen

 

deszcz pada… to dobry klimat by posluchac Sigur Ros. wiec z okazji tego, ze jestem pizda i nie pojechalem na koncert pare dni temu do wawy, bedzie recka. nienajswiezszego wydawnictwa, ale bardzo sympatycznego.

wielu sie zastanawia czy Sigur Ros to przypadkiem nie sciema. taka sztuka dla sztuki, emocjonalny produkt. no coz, ja kupuje ich granie, ale z zastrzezeniami. bo tak: Agaetis Byrjun to dla mnie jedna z plyt zycia. nic wczesniej ani pozniej nie potrafilo zagrac na moich emocjach jak ten album. w calosci, a nie tylko numerami. myslalem przez dlugi czas ze to tylko sentyment, ze wspominki emocjonalnej hustawki roku 2002. wielkie milosci, wielkie oczekiwania blablabla. ale jesli nabardziej opiniotworcze media tez wychwalaja ten album pod niebiosa to moze cos jest na rzeczy? ba, nawet lars z metalliki rzecz docenil, a gwyneth paltrow sluchala ich jak byla w ciazy. czyz to nie przekonujace?

no ale juz np na sympatycznie zatytulowanym „()” tak fajnie nie bylo. nawet najzajebistsze patenty moga sie znudzic kiedy operuje sie tylko i wylacznie nimi. tym bardziej, jesli operuje sie tymi najbardziej rozmemlanymi. czlonkowie SR twierdza ze tak naprawde chodzi o rockandrolla, a na () bylo go jak na lekarstwo. zadnego emocjonalnego pieprzniecia, tylko pojekiwania i minimalizm ktory w godzinnej dawce naprawde byl ciezki do strawienia. w skali swiata to moze byl album na 6,0, ale w sigurrosowej skali to bylo… no, po prostu oczekiwac mozna bylo wiecej. i dlatego sie ucieszylem z pojawienia sie „takk…”. bo to jest wlasnie to wiecej. ale tez bez zbednego przesadyzmu.

przede wszystkim powrocil ten nerw, ktory znamy z AB. najlepszy przyklad? „Saeglopur”. na poczatki dzwoneczki. od nich nigdy nie stronili, ale tutaj ich parta jest zwyczajnie przesliczna. wchodzi wokal jonsiego, ktory wreszcie Spiewa. a w pewnym momencie wchodzi taka sciana dzwieku, jakby zainspirowany postmetalem wrecz. takie sigurrosowe „przygrzanie w przester”. kapitalna perka, no naprawde kandydat do jednego z najlepszych numerow tego zespolu. zwraca tez uwage Gong, ze wzgledu na ciekawa, synkopowana perkusja.

reszta jest juz tradycyjniejsza dosyc. czasem z lepszym efektem („Glosoli”, „Hoppipolla”), czasem gorszym… trzeba jednak sluchac albumu jako calosc, bo wtedy o wiele lepiej wypada.

coz, chyba nie udalo mi sie jednak do konca obronic Sigur Ros jako zespolu z prawdziwie emocjonalna trescia. z drugiej strony – znam osoby, ktore wzruszaja sie przy „Na Dobre i Na Zle”, wiec moze bez sensu oceniac co wywoluje prawdziwe emocja a co tylko udaje?

 

najlepszy moment: SAEGLOPUR

ocena: 7,5/10

Leave a Reply