Pink Freud – Punk Freud
wydawca: Universal Music
„dobrze mi wchodzi dżez
znaczy mam zdrowy łeb”
Kiedyś ukazał się fajny wywiad z Tymonem, gdzie mówił o zjawisku tzw. „kumania jazzu”. Że to jest muzyka, którą są w stanie pojąć tylko ludzie, którzy siedzą w temacie, wgłębiają się w ten nurt, bo tylko oni będą w stanie wychwycić niuanse, na których jazz stoi. Może i jo. Nie będę ściemniał że jazz to mój ulubiony gatunek muzyczny. Oczywiście mówimy o klasycznym jazzie, a nie nujazzie czy jego smooth czy pop odmianach typu Norah Jones czy Candy Dulfer. Ale ja np. uwielbiam muzykę nie za gatunkowość, a za to, co jej odbiór może mi dać. Lubię np. energię, czy może np. pojebaństwo w muzyce. Dlatego w temacie Pink Freud jestem jak najbardziej na tak. Bo słowo „punk” w tytule to nie przypadek. Ta muzyka kopie i nie jakimś trampeczkiem z okładki, a glanem z metalowym obiciem. I mocno kopie. A ból jest przyjemny.
Jeśli ktoś jest totalnym laikiem w temacie, a np. zwrócił uwagę na zespół co się Potty Umbrella zowie po umieszczeniu recki ich płyty tutaj (hehehe, pewnie płyta zanotowała 1000% wzrost sprzedaży po recenzji tutaj… gosh, ale chciałbym mieć taki wpływ na ludzi hieeeh)… Cut, za długie zdanie mi wyszło. Lubisz Potty Umbrella? Polubisz i Pink Freud, bo to podobna energia. Choć jednak mniej tu rockowa, bo przede wszystkim nie ma gitar. Jest za to kapitalny bas Mazolewskiego, perka Staruszkiewicza i trąbka Ziętka. A jakby tego było mało, jeszcze tu i ówdzie smyki i inne bajery. A w produkcji maczali palce Maciej Cieślak (Ścianka) i Envee. Jakby ktoś nie załapał – te nazwiska gwarantują najwyższą jakość materiału. Materiału nieokiełznanego, spontanicznego, totalnie wyluzowanego. Słychać że mieli mega fun nagrywając ten materiał. A największy musieli mieć wtedy, kiedy zgłosili się do Universalu by to opublikować. Przypuszczam że nikt nawet tam tego stuffu nie przysłuchał, bo bardziej niekomercyjny materiał trudno mi sobie wyobrazić. Przypuszczam że musiało to zadziałać na zasadzie „oooo Pink Freud? Proszę poczekać minutkę, muszę się skonsultować z kolegą… Staszku! Jest lans na Pink Freud, bo coś kojarzę? Ok… Panowie, podoba nam się to co gracie, wydajemy to!”. No i w ten sposób polski oddział majorsa wydał najbardziej ryzykowną komercyjnie płytę od czasu „Dni wiatru”. Świadomie czy nie, szacun się należy. A dla panów muzyków tym większy. Dodatkowy plus za kower Charlesa Mingusa na koniec tej i tak świetnej płyty.
…a krytyk właśnie zesrał się.
najlepszy moment: SEX PRZEMOC LĘK I NIEMOC
ocena: 7,5/10

