Words Mean Nothing – Words Mean Nothing
wydawca: Basement Works
dobra, czas wrocic do terazniejszosci. i pokomentowac to, co sie w underroundzie dzieje. takim najglebszym undergroundzie. hardcore punk, znaczy sie.
panow z WMN poznalem jakis czas temu, kiedy zawitali na gig do orbitala. teraz moge wreszcie ich posluchac w wersji studyjnej. szkoda tylko ze wlasciwie nic wiekszego ta notka nie wniose, poniewaz projekt zakonczyl dzialalnosc. no ale mimo wszystko warto odnotowac to zjawisko. a noz jakims reunionem nas zaskocza, heh.
po pierwsze, na to zawsze zwracam uwage przy wydawnictwach niezaleznych. zajebisty design opakowania. winyl niemalze, tylko w wersji punk, czyli wyrwana kartka jakby z dziennika z lirykami, poniszczona okladka… jaram sie.
a muzycznie? screamo niby na to mawiaja, chociaz z wiekszym, punkowym przytupem. cos w pol drogi miedzy Tesa a Zlodziejami Rowerow. a gdzieniegdzie zdarzaja sie liryczne fragmenty jakby wyjete z postrocka. szczegolnie intryguje pod tym wgledem ostatni, czwarty na plycie „Spektakl”. w „Szary Kolorem Społeczeństwa” mamy z kolei fajnie wpleciony sampel z filmu, chociaz nie mam pojecia niestety z jakiego. poza tym szacunek dla panow gitarzystow, ich partie naprawde wpadaja w ucho.
nawet jesli oryginalnosci w tym zero, to najwazniejsze ze zre ta muzyka i zwyczajnie dostarcza emocji, co chyba najwazniejsze. chociaz przyczepic sie paru rzeczy mozna. przede wszystkim wokalisty. fajnie ze przezywa i to slychac, ale trudno wiecej pozytywnych rzeczy powiedziec w tym temacie. jednostajny krzyk, na dodatek fatalnie nagrany, przez co nawet ciezko sie domyslec, o czym on krzyczy. a liryki to juz w ogole inna sprawa. niestety, oderwane od kontekstu muzycznego raza troszke pretensjonalnoscia. moze ja nieczuly cham, ale mnie generalnie to nie rusza.
niemniej szacuneczek panowie. pozdrawiam!
najlepszy fragment: SPEKTAKL
ocena: 6/10
