Motel Destino
rok: 2024
reżyseria: Karim Aïnouz
Kończymy tę wyjątkowo długą przygodę z Festiwalem Dwa Brzegi ’24 filmem może nie najmocniejszym jakościowo, ale na pewno najseksowniejszym. Jak tagowałem tę recenzję to odkryłem, że jeszcze nigdy nie było tu filmu który można by nazwać erotycznym. Zatem voila, przecieramy szlaki po 20 latach.
Ale też spokojnie, o pornhubowych klimatach mowy nie będzie. Cały erotyzm filmu brazylijskiego reżysera sprowadza się do tytułowego motelu, w którym para właścicieli pozwala gościom na dość swobodną ekspresję swych potrzeb… a mówiąc wprost – wynajmują pokoje, by można było w nich kopulować. I tak dzień w dzień, zwłaszcza w godzinach wieczornych, po całym budynku niosą się dźwięki spazmów, ekstazy i wszystkich tych generowanych w trakcie seksualnych uniesień.
I do hotelu pewnego dnia przybywa Ten Trzeci. Heraldo, bo o nim mowa, prowadzi życie nawet nie tyle na granicy prawa, co dawno ją przekraczając. W pewnym momencie zmuszony jest ukryć się przed ludźmi polującymi na jego głowę i tak też trafia do Motelu. Prowadząca przybytek Dayana początkowo trzyma naszego bohatera na dystans, z czasem jednak znacząco go skracając – czego nie do końca świadomy jest jej życiowy partner, Elias.
Tyle o głównych bohaterach i miejscu dramatu. Mówiąc wprost, nie jest to najbardziej wciągająca historia świata, ani też nie jest jakoś wybitnie odegrana. Film wygrywa jednak formą – rany, jakie to gęste. Dokładnie tak jak na załączonym plakacie – kolorystyka aż pali oczy, efekt można porównać do leżenia kilka godzin na pełnym słońcu. Pot miesza się z krwią i spermą, tworząc razem mix tyle fascynujący, co jednak na dłuższą metę męczący – ewidentnie mówimy tu o filmie do oglądania tylko w sprzyjających warunkach. No i też zdecydowanie nie każdy złapie vibe, sporo osób z kina dezerterowało.
Ale w czasach kiedy wszystko równa w dół, warto docenić takie nieszablonowe kino.
najlepszy moment: jak wspomniałem wyżej, największy walor filmu to to jak on wygląda
ocena: 8/10