rageman.pl
Film

Terapia dla par

rok: 2023

reżyseria: Gerrardo Herrero

 

Każdy, kto choć raz był u psychoterapeuty, wie, że takie wizyty nie kojarzą się z komedią. Przypuszczam też – bo sam nie uczestniczyłem – że terapie dla par również nie obfitują w komizm. A co dopiero potrójna terapia? Mimo to hiszpański reżyser Gerardo Herrero uznał, że zaproszenie trzech par na jedną sesję może być zabawne. I rzeczywiście miał rację.

Trzeba przyznać, że sam koncept terapii – jak i całego filmu – jest dość oryginalny. Otóż, gdy wszystkie trzy pary stawiają się o wyznaczonej godzinie w „gabinecie” (który tak naprawdę jest dość okazałym i dostojnym mieszkaniem), okazuje się, że terapeutki nie ma… i nie będzie. Zamiast tego zostawiła dla swych klientów osiem kopert, każda zawierająca jedno zadanie do rozwiązania. Początkowo zaskoczona – żeby nie powiedzieć oburzona – szóstka bohaterów zaczyna wypełniać polecenia, siłą rzeczy zaczynając ze sobą rozmawiać. O małżeństwie, dzieciach, sferze intymnej i wyznawanych wartościach. A że wszystkie trzy pary dość się od siebie różnią – także wiekiem i pochodzeniem – to temperatura tych dyskusji wzrasta z każdym poruszonym tematem. Każda z nich generuje nowe komitywy, ale też i antagonizmy.

Tu należy postawić kropkę, by nie zdradzić zbyt wiele, ale muszę przyznać, że film stopniowo dryfuje w coraz bardziej zaskakujące – i wcale nie tak komediowe – rejony. Problemy, które pary biorą na tapet, są coraz cięższe i wywlekają na wierzch coraz większe brudy. Przy czym mówimy o filmie, który – choć nic mi nie wiadomo o jego teatralnym pochodzeniu – ogląda się jak spektakl i jako taki oparty na dialogach. A te są świetnie napisane (nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku pojawia się lekka wątpliwość, czy aby na pewno wszystko trzyma się tu kupy) oraz bardzo dobrze zagrane, dzięki czemu wzrastające napięcie ani razu nie siada. Mimo to mam problem z tego typu filmami, bo mam wrażenie, że przez skrajnie ograniczoną formę, wykluczającą wszystko to, co nas zachwyca w materii filmowej, drzwi Raju Filmów Wybitnych są dla takich dzieł zamknięte. Znacie jakieś arcydzieło filmowe, które ma formę sztuki teatralnej? I’ll wait. To trochę jakby bokser, który całe życie machał tylko łapami, nagle wystartował w klatce MMA. Oczywiście wciąż ma szansę wygrać, ale jednak trochę z góry skazany jest na porażkę.

Ale czy ogląda się to świetnie? Jak najbardziej! I chyba głównie o to chodzi w filmach, czyż nie?

 

najlepszy moment: chciałem wskazać na finał, ale cała reszta filmu zdecydowanie nie odstaje

ocena: 7,75/10

Leave a Reply