rageman.pl
Film

Kolonia nr 5

rok: 2023

reżyseria: Ladj Ly

 

Nie mam na to dowodów, ale mam pewne podejrzenie, że gdyby zrobić heatmapę tematów poruszanych przez kinematografię państw świata, temat imigrantów mógłby być we Francji popularniejszy niż w jakimkolwiek innym kraju. „Kolonia nr 5” nie stanowi pod tym względem wyjątku. I niestety jest to kolejne dzieło wskazujące na to, że Francja jako państwo nie udźwignęła procesu asymilacji.

Tytułowa kolonia nr 5 to sporych rozmiarów blok mieszkalny w jednej z paryskich dzielnic, którego mieszkańcy – głównie czarnoskóra społeczność muzułmańska – tworzą od pokoleń swoistą mikrospołeczność. Wpada ona w stan zagrożenia po objęciu roli mera przez Pierre’a, który podobnie jak jego poprzednik (zmarły w tragicznych okolicznościach) uwikłuje się w szemrane interesy z deweloperką, podejmując decyzję o przesiedleniu mieszkańców bloku. Na papierze jest to racjonalna decyzja – blok jest w stanie, który prędzej czy później grozi zawaleniem. W praktyce jednak mowa o tragedii ogromnej liczby rodzin, o których losie zadecydowano bez jakiegokolwiek ich udziału, a co gorsza proponując w zamian rozwiązania więcej niż kontrowersyjne.

Sedno filmu to przede wszystkim konflikt różnych postaw, każda w jakimś stopniu tragiczna i daleka od jednoznaczności. Jest Haby, młoda aktywistka zamieszkująca blok, która postanawia walczyć z rządzącymi ich własną bronią – polityką. Jej przyjaciel Blaz, uznający sytuację za całkowicie pozbawioną nadziei, wybiera drogę pięści i agresji. Po drugiej stronie jest Pierre, który zostaje awansowany przede wszystkim w intencji sprowadzenia go do roli posłusznego pionka w grze rozgrywanej przez innych (skąd my, Polacy, to znamy?). Rola, z której wywiązuje się znakomicie. Jest też wreszcie Roger, stojący w szpagacie między obiema stronami – wywodzący się z tej samej społeczności co mieszkańcy bloku, jednocześnie sam należy do obozu władzy, będąc w najbliższym kręgu burmistrza. Losy całej czwórki nieustannie się z sobą splatają, napędzają siebie nawzajem, wywołując w widzu uczucie obserwowania pociągu, który nieuchronnie jedzie na czołowe zderzenie. Które, co nie jest chyba tak wielkim spoilerem, w końcu następuje.

Czy jednak składa się to na emocjonujący seans? Kwestia subiektywna, ale w moim mniemaniu nie tak jak mógłby być. Być może reżyser chciał większego balansu, aby nie robić z filmu w całej rozciągłości greckiej tragedii, ale momentami wkracza tu klimat rodem z amerykańskiego blockbustera, gdzie Dawid (Haby) małymi kroczkami buduje pozycję by pokonać Goliata (władze miasta). Bo przecież kiedy się czegoś bardzo chce to wszystko jest możliwe, prawda? Oczywiście wszyscy wiemy że droga jaką obiera Haby jest lepsza niż ta którą podąża Baz. Wydaje mi się jednak że można było tę postać bardziej zniuansować, by pokazać że ta laurka dla aktywizmu społecznego ma też swoje wady.

Generalnie to film więcej niż przyzwoity, ale w kontekście programu Dwóch Brzegów trochę jakby bez większego charakteru by naprawdę poruszyć, czy po prostu by wywołać większe emocje.

 

najlepszy moment: meltdown Baza

ocena: 8/10

Leave a Reply