rageman.pl
Muzyka

Hanabie

gdzie: Hydrozagadka, Warszawa

kto: Hanabie, Jeremiah Kane

 

Japoński metal? Lata temu w ramach Metal Hammer Festival z Toolem w roli headliner’a załapałem się na koncert Dir En Grey i nie mogę powiedzieć żebym wspominał to doświadczenie z rozrzewnieniem. Dziś chyba najsłynniejszym, ale jednocześnie najdziwniejszym reprezentantem Kraju Kwitnącej Wiśni w metalu jest BabyMetal – ale i na ten trend jakoś się nie załapałem. Okazuje się jednak, że ścieżką wytyczoną przez ten skład chcą podążać też inni… a właściwie inne.

Ale zacznijmy od supportu najpierw. Pod enigmatyczną nazwą Jeremiah Kane chowa się czterech panów z naszej polskiej ziemi, na rosole chowanych, choć widać było że zdecydowanie woleliby na ramenie. W pełni profesjonalny tribute, tak wizualnie jak i dźwiękowo. O wyglądzie rozwodzić się nie będziemy, skupmy się na muzyce. Być może świadomi tego, że Polacy śpiewający po japońsku mogą wypaść cokolwiek niedorzecznie, „Jeremiasze” zdecydowali się na granie instrumentalne. I myślę że była to dobra decyzja, całość koncertu brzmiała jak soundtrack jakiegoś shootera FPS. Solidna riffiarnia na dynamicznym, nie znoszącym zastoju podbiciu. Pomimo braku wokali jeden z panów gitarzystów co rusz zachęcał do zabawy – i dodajmy, że robił to dość skutecznie. Wielkiego sukcesu i stadionów z tego nie będzie, ale jestem dziwnie przekonany, że panowie mają tego świadomość i zupełnie ich to nie obchodzi. Tu chodzi o zajawkę kulturą Japonii i wyrażenie tego. Ja propsuję.

Hanabie, jak na japońskie wychowanie przystało, wyszły równo o 20.30 – wbrew temu co sugeruje powyższa grafika, także w czteroosobowym składzie. Instrumentarium jednoznacznie wskazywało, że dziewczyny będą chciały dać gitarowego czadu. A mimo to kiedy wokalistka (wybaczcie że odpuszczę wymienianie z imienia, ja na tym koncercie znalazłem się w sumie przypadkiem) powitała publikę tym swoim piskliwym głosikiem, wciąż się zastanawiałem o co tu chodzi. Czy o świadome szokowanie dysonansem poznawczym, czy one rzeczywiście tak mają i nie ma w tych żadnej sztuczności i kreacji. I jednak przechylam się do tej drugiej opcji. One naprawdę potrafią przyłoić, tych screamo wokali nie da się udawać. Co ciekawe jednak, zupełnie zminimalizowana, wręcz wyeliminowana została elektronika którą przesiąknięte są studyjne wersje piosenek Hanabie –  przez co całość miała bardziej punkowy wymiar aniżeli metalowy. W najostrzejszych momentach brzmiało to jak System Of A Down wręcz.

Biorąc pod uwagę, że z zespołem przyjechali ludzie z japońskiego Sony Music (próbuję sobie wyobrazić sytuację odwrotną, czyli np. Bring Me The Horizon wraz z prezesem brytyjskiego Sony objeżdża studenckie kluby w Korei Południowej – i średnio mi to wychodzi) widać że jest wiara to, że Hanabie uszczkną trochę sławy BabyMetalu. I nie jest powiedziane że im się to nie uda. Ale jednak jeszcze trochę wody upłynie w Wiśle, tak sobie myślę. Yo.

 

najlepszy moment: wybaczcie, nazw piosenek też nie będzie

ocena: 7/10

Leave a Reply