rageman.pl
Muzyka

Toto – Toto IV

rok wydania: 1982

wydawca: Columbia

 

ostatnio strasznie slodzilem w tych reckach. co plyta to powyzej osemki. wiec czas sie poznecac,hehe. wczoraj zjechalismy, dzis pojezdzimy sobie po Toto.

znacie? jesli jezdzac samochodem macie nastawiona zetke czy rmf fm to na pewno kojarzycie hit „Africa”. ciekawy rytm, od razu zapamietywalny motyw klawiszowy i podniosly refren. na pewno i wasz hit dziecinstwa. kapitalnie przyjemna rzecz. ponoc odpowiedzialny za niego David Pairch nawet nie byl w Afryce i napisal ten numer w oparciu o skojarzenia, jakie mu sie nasuwaly w kontekscie tego kontynentu. i kurde, to slychac. sluchasz i wyobrazasz sobie ta cala Afryke, powaznie. cudo.

anyway, ten wlasnie numer jest autorstwa Toto i zawarty tez na omawianej dzis plycie.wlasciwieto jeden z niewielu powodow dla ktorych warto zapamietac ten album i ten zespol.

wlasciwie Toto to to to to to… a wiec jest to zespol bedacy klasycznym przykladem typu swietni instrumentalisci – slabi kompozytorzy. rzemieslnictwo najwyzszej proby. no przeciez niemal kazdy z nich to uznany sideman. chocby na ostatnio omawianym albumie Michaela Jacksona „Dangerous” za instrumentalna warstwe odpowiadala polowa skladu Toto. a Steve Lukather, gitarzysta Toto, goscil na okolo tysiaca (!!) albumow (inna sprawa, ze spora czesc to tak zwane „Trybuty”, gdzie zgraja progresrockowych dziadkow spotyka sie by zarobic na odgrywaniu kawalkow popularniejszych kapel). no i wszystko fajnie, ale zupelnie nie przeklada sie to na jakosc albumow jako zbioru kompozycji. co numer to straszniejszy poprock o inklinacjach progresywnych. wlasnie takie zespoly jak Toto byly zmora lat 80tych – podniosle refreny, bzdurne teksty o milosci, fajansiarskie wokale…

ok, gwoli sprawiedliwosci, nie jest to AZ TAK straszne jak glam metal, ale i tak jednak ciezko sie tego slucha. tym bardziej, ze nie tylko styl odstrasza, ale i sama tresc numerow. wlasciwie sam nie wiem czemu „IV” zdobyla tyle Grammy, skoro fajnych numerow tu jak na lekarstwo. poza wspominana, zamykajaca calosc, Afryką przykuwa uwage „Rosanna” (tez zapewne kojarzycie, bo hit. i trza przyznac, ze uznanie krytykow dla tego numeru mozna zrozumiec – niby kolejny fajansiarski love song, ale z naprawde intrygujaca struktura i aranzacja) i „I won’t hold you back”, z ktorego linia wokalna ostatnio byla wykorzystana w jakims zniewiescialym klabingowym hicie.

reasumujac – jest to zespol, ktory moze i wypada znac, poniewaz w jakis sposob zapisal sie w historii muzyki popularnej, ale nie powinno sie go sluchac. a jesli juz trzeba miec ich cos na polce to wlasnie czworeczke. bo wlasnie tutaj, przede wszystkim w „Afryce” udowadniaja, ze potrafili stworzyc cos naprawde zapamietywalnego i niebanalnego. a, no i jeszcze na soundtracku do „Diuny” Lyncha. ale p tym porozmawiamy kiedy indziej. elo.

 

najlepszy moment: AFRICA

ocena: 6/10

Leave a Reply