Bob Dylan – Slow Train Coming
rok wydania: 1979
wydawca: Columbia
dobra dobra. posmialismy sie ostatnio, czas sie zajac troszke powazniejsza Muzyka.
Bob Dylan. kazdy zna, ale czy kazdy slucha? w Polsce wlasnie wydaje mi sie ze nie kazdy. i w sumie nie dziwne. to ikona popkultury wprawdzie, ale glownie w wydaniu amerykanskim. jasne, w UK tez sie ceni Dylana. no ale wiadomo, ze Polska sto lat za murzynami jest, wiec u nas wycofano boks z wszystkimi plytami Dylana, bo nikt nie chcial tego kupic. choc ponoc w czerwcu na koncercie w Stodole (ogarniacie? a Feel gra w Kongresowej, nosz kurwa) bylo calkiem tloczno. no ale my za to mielismy Kaczmarskiego. kazdy ma takiego barda, na jakiego zasluzyl.
anyway, ja dzis Wam chcialem opowiedziec o…. uhhh… dziewietnastej plycie Dylana. wydanej w 1979. teraz sakramentalne pytanie – czy czyms ta plyta sie rozni od 30 pozostalych plyt tego pana? rozni sie. otoz jakos w tym czasie Dylan-z urodzenia Zyd, nawrocil sie na chrzescijanstwo. i temu jest ta plyta poswiecona, wszystkie 9 numerow tutaj. okej, niby mozna miec watpliwosci, bo Jezus, Bog wlasciwie w wydaniu Dylana jest dosyc surowym jegomosciem. kochajacym, ale dosyc wymagajacym. no ale Dylan tak to wtedy widzial, to jego wizja i okej. najwazniejsze ze tradycyjnie nie schodzi ponizej swego tradycyjnego poziomu teksciarskiego. Czyli jednego z najlepszych.
nie mniej intryguje warstwa muzyczna. tzn czas, kiedy Dylan-akustyczny stal sie Dylanem-elektrycznym nastapil ciut wczesniej. natomiast tutaj momentami chlopak brzmi naprawde mocno. a przy tym jakos tak inaczej, a jednoczesnie dziwnie znajomo… lukamy na liste plac i co widzimy? ha! Mark Knopfler na gitarze! a na perkusji dodatkowo jego znajomy z Dire Straits, czyli pierwszy pauker tego zespolu Pick Withers. cos ostatnio do Knopflera mamy szczescie, co nie? duzo tutaj tej jego gitarki, charakterystycznych zagrywek… a ze to ’79 rok, to czasem brzmi to tak, jakby Dylan zaraz zaczal jeczec „Sultans Of Swing”.
a kompozycje konkretne? najwiekszym hitem, w doslownym tego slowa znaczeniu, byl otwierajacy album „Gotta Serve Somebody”. rzeczywiscie, wpada w ucho, ale troszke lamersko brzmia zenskie chorki, rodem z soulu. no, to nie to. o wiele lepsze wrazenie robi „Gonna Change My Way Of Thinking”, z agresywnym wrecz riffem. no i zamykajacy calosc „When He Returns”, z samym pianinem i przejmujacym wokalem Dylana.
popatrzcie no. facet zobaczyl Swiatlo i nagral najlepsza od lat plyte. naprawde, Jesus Saves!
najlepszy moment: GONNA CHANGE MY WAY OF THINKING
ocena: 8,5/10