rageman.pl
Muzyka

Bob Dylan – Oh Mercy

rok wydania: 1989

wydawca: Columbia

 

dzien dobry dzieciaczki. dzis znow o Dylanku.

wiec przeniesmy sie w czasie, tym razem do ’89 roku. lata 80te nie byly specjalnie udane dla pana Boba. i nie mogly byc. w erze glam metalu, thrash metalu, disco, new wave’u i pierwszych krokow hip hopu malo kto intreresowal sie bardami z lat szescdziesiatych. a jednak udalo sie Dylanowi znow zaistniec artystycznie i komercyjnie, choc dopiero pod koniec tej dekady. pomogl w tym producent. Daniel Lanois. ten od U2, ale tez i innych udanych plyt tej dekady, jak np „So” Petera Gabriela. i choc ponoc wspolpraca nie ukladala sie najlepiej, to wlasnie dzieki Lanoisowi Dylan znow stanal na nogi. bo pomogl mu sie brzmieniowo odnalezc w tej dekadzie.

slychac tu styl Lanoisa, ktory mozemy kojarzyc z plyt U2. czyli przestrzen, przebogaty akompaniament. a jednoczesnie jest w tym wszystkim jakas dylanowa kameralnosc. ba, sa plyty Dylana ktore brzmia o wiele potezniej, jak chociazby „Slow Train Coming” nagrany rowno dekade wczesniej. dojrzala plyta pana w podeszlym wieku. moze i przynudzajacego, ale w o wiele lepszym stylu niz np omawiany niedawno solowy Mark Knopfler.

no ale z drugiej strony – nie ma tu kompozycji, ktore moglyby stanowic kanon. okej, otwierajacy calosc „Political World” ma kapitalny drive.  „Man In The Long Black Coat” brzmi w jakis sposob misternie, jakby nagrywany w dzungli jakiejs czy cos. kapitalna sprawa. podobnie produkcyjny geniusz objawia sie w nastepnym „Most Of The Times”, przy czym ten drugi ma urzekajaca melodie. no fajnie no… ale naprawde ciezko ktorykolwiek numer uznac za klasyk. okej, nie mozna nagrywac cale zycie klasykow. ale jednak no nawet hita tak zwanego tu nie ma.

niemniej warto plyte znac.

 

najlepszy moment: MOST OF THE TIME

ocena: 8/10

Leave a Reply