Kiss My Ass: Classic Kiss Regrooved
rok wydania: 1994
wydawca: Mercury
elo dzieciaki. dzis znow bedzie klasycznie.
Kiss to taki dziwny troche zespol. cos jak w Polsce Budka Suflera, tylko ze ci drudzy nie musza sie malowac by wygladac przerazajaco. niby wszyscy ich znaja, niby wszyscy ich sluchaja, niby klasyka, ale jakos niespecjalnie bierze sie ich na powaznie. inna sprawa, ze to granie Kissow jest arcyamerykanskie i przez to w europie malo kto ich kuma. pamietam ze kiedys nawet mieli wystapic w Polsce, ale koncert odwolano ze wzgledu na znikoma sprzedaz biletow. malo tez ktory np muzyk w polsce czy europie powoluje sie na wplyw Kissow na swa tworczosc. co innego stany – tam muzycy uwielbiaja Kissow. zwlaszcza ci dlugowlosi. vide Dimebag z Pantery. no i ta gromadka amerykanskich (z wyjatkami) dlugowlosych (z jeszcze czestszymi wyjatkami) muzykow (bez wyjatku) postanowila 14 lat temu, z okazji 20lecia Kiss, oddac im hold.
przyznam ze zajebiscie lubie ten tribute. czemu? poniewaz przekonal mnie do Buziaka. ba, dalej zreszta niespecjalnie ich slucham i plyt raczej nie posiadam. a jednak na tym trybucie okazalo sie, ze kapela pisala naprawde niezle piosenki. i nie chce mowic ze te covery sa lepsze od oryginalow. ale przyznam, ze wole tych piosenek sluchac w wersji z tej plyty. tym bardziej, ze calkiem ciekawe zespoly tu zgromadzono.
zaczyna sie kapitalnie. jestem totalnym antyfanem lenny’ego kravitza jako jakiejs wyjatkowo trefnej mutacji hendrixa z princem. natomiast tutaj wypada genialnie i smiem twierdzic, ze jest to najlepsza rzecz do jakiej przylazyl reke, hehe. a jesli dodamy ze na ficzuringu harmonijkowym gra sam stevie wonder… miodzio.
dalej jednak mamy totalna zmiane klimatu. z „Hard Rock Woman” Garth Brooks zrobil country. nie jakos jednak totalnie smierdzace sloma, wiec da sie sluchac. pod numerem 3 mamy zas „She” w wykonaniu Anthrax i zrobili rzecz bardzo po swojemu. czyli wyziew z traszowego piekla rodem. i dalej tak samo. gatunkowy taniec przekladaniec.
w sumie ciezko cos zdissowac. nawet wiesniaki z Extreme wspinaja sie tu na wyzyny. moimi hajlajtami tej plyty sa dwa wykonania. pierwsze to „Calling Dr. Love” w wykonaniu Shandi’s Addiction. czyli supergrupy utworzonej specjalnie z okazji tej plyty. sklad: Maynard James Keenan,Tool, wokal; Billy Gould, Faith No More, bass; Tom Morello i Brad Wilk, gitara i perkusja, oboje z Rage Against The Machine. natezenie rockowego bossostwa w tej grupie dosyc wysokie, przyznacie. i chociaz numer produkcje ma conajmniej garazowa, to jednak jest to absolutny przekozak. i zal, ze skonczylo sie na tym jednym coverze. drugi zas mistrz tej plyty to Dinosaur Jr w „Going Blind”, ktorzy z rock balladki robia kawal solidnego nieżala. calkiem niezle wypadaja tez obcokrajowcy – Die Arzte z Germanii zrobili przesmiewcza wersje „Unholy”, zas japonczyk Yoshito zrobil z „Black Diamond” sliczniuchna orkiestrowa ballade.
szacun dla coverujacych za wykazanie szacunu dla oryginalnych piosenek tworcow, ktorym tez swoja droga nalezy sie niezly szacun.
najlepszy moment: GOING BLIND
ocena: 8/10