rageman.pl
Inne

Batman: The Killing Joke Deluxe Edition (Black Label Edition)

rok: 1988/2019

twórcy: Alan Moore, Brian Bolland

 

Przełomowy moment dla tego bloga. Chociaż tworzę go od, bożesztymój, dwudziestu lat, pisząc o wszelkich wytworach popkultury (i nie tylko – zdarzało się pisać o meczach), to po raz pierwszy będę pisał o komiksie.

Ale mowa tu o komiksie niezwykłym. Komiksie, który raz na zawsze przypisał mnie do #teamdccomics. Który rozkochał mnie w Batmanie i jego uniwersum. Który dla mnie stanowi benchmark tego, czym powinien być komiks w jego najwspanialszej postaci. Arcydzieło na poziomie scenariusza i rysunków. Komiks, który de facto dał początek współczesnej wizji tego formatu – to już nie jest camp rodem z lat 60tych. Jest tu mrok, jest tu autentyczna przemoc, jest gwałt i „dorosła” tematyka.

Na okładce widnieje cytat z Tima Burtona (dla tych mieszkających w jaskinii: twórca dwóch pierwszych filmowych adaptacji Batmana), dla którego to także ukochany komiks. Co zresztą widać jak na dłoni w jego pierwszym podejściu do Batmana – przedstawione przez niego origins Jokera są żywcem wyjęte z „The Killing Joke”. Sporym spłyceniem byłoby jednak sprowadzać ten komiks do opowieści o początkach najsłynniejszego z przeciwników Batmana.

O czym zatem jest „Zabójczy Dowcip”? Najkrócej rzecz ujmując – o szaleństwie. O tym że, powołując się na dosłowny cytat z komiksu, czasem wystarczy „jeden zły dzień” by złamać psychikę człowieka i wywrócić ją do góry nogami. Jeśli potrzebowalibyście filmowej referencji, to najlepszy byłby „Upadek” z Michaelem Douglasem. Z tą różnicą, że w swoim szaleństwie Joker jest już znacznie bardziej zaawansowany – to już etap, gdzie próbujesz cały świat przeciągnąć na stronę szaleństwa albo udowodnić mu, że dawno już po te stronie jest. I jeśli widzicie tu podobieństwa do innych filmów z Jokerem to to nie jest przypadek – można spokojnie stwierdzić, że Joker tu przedstawiony to niewyczerpane źródło dla wszystkich kolejnych interpretacji tej postaci.

I nawet jeśli „The Killing Joke” jest uznawany za kolejny objaw geniuszu Alana Moore’a, twórca innych arcydzieł komiksu pokroju „Watchmen” czy „V jak Vendetta” (co ciekawe, sam zainteresowany mocno dystansuje się do tego dzieła), to nie należy zapominać o aspekcie wizualnym, za które odpowiada Brian Bolland. Przy czym warto nadmienić, że omawiana tu wersja deluxe „The Killing Joke” zawiera zupełnie nową kolorystykę popełnioną przez niego samego (z pierwotnej, autorstwa Johna Higginsa, nigdy nie był zadowolony jako odbiegającej od jego wizji). Wspaniały jest ten czarno-biały klimat w retrospekcjach rodem z „Eraserhead”, z pojedynczymi kolorami w detalach. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że deluxe zawiera także szereg bonusów, w tym dość intrygujący mini-komiks „An Innocent Guy”.

Co tu dużo mówić – jedno z tych dzieł szeroko pojętej popkultury, które należy znać.

 

najlepszy moment: całość

ocena: 10/10