rageman.pl
Inne

Rekapitulacja roczna – 2008

wiec tak… jak to drzewiej na tym blogu bywalo, w okolicach przelomu lat pojawialo sie moje prywatne podsumowanie roku. nie chcialbym sie w tym roku specjalnie od tego wrecz obowiazku wylamywac, bo to byloby very lame. z drugiej strony gdzies tam sobie postanowilem, ze emo notki bede ograniczal do minimum. postaram sie wiec sformulowac rzeczy tak, by osiagnac wewnetrzny kompromis.

generalnie wiec chodzi o to, ze byl to zdecydowanie najgorszy rok  od wieeeeelu lat. oszczedze wdawania sie w szczegoly, bo nawet ja wiem (hehehe…), ze blog to nie miejsce na takie wynurzenia. ogolnie rzecz ujmujac – niezly ciezar na bance w pewnym momencie sie wytworzyl i wciaz walcze z jego unicestwieniem.

inna sprawa, ze abstrahujac od powyzszego akapitu, w tym roku naprawde niewiele sie wydarzylo. przez wiele lat 2008 rok kojarzyl mi sie z data ukonczenia studiow. no i rzeczywiscie, tak sie stalo. przyznam, ze zwazyszy na okolicznosci w jakich przyszlo pisac, to jest to my personal success. tyle ze jak na razie jedyny efekt zgarniecia tytulu magistra to wiecej wolnego czasu. gdyby to bylo moje jedyne zmartwienie to byloby naprawde cudownie. jednak trudno ukryc, ze szukanie roboty nie nalezy do najbardziej podnoszacych na duchu zajec.

aaaaaaaaale…. coz, jesli szukac pozytywnyc elementow roku ubieglego, to na pewno bedzie to Muzyka. w koncu przeprosilem sie ze sluchaniem muzyki z plyt. troche revivali, troche odkryc. moze i odbylo sie to wszystko kosztem koncertow, ale ile mozna dzien w dzien pomykac nawet do najwiekszych spelun, by posluchac „benduf”? nie to, abym ostatecznie zrezygnowal z takiej formy sluchania muzyki. odpoczac trzeba bylo jeno.

zreszta, jak dalo sie zauwazyc na blogu, zdecydowanie moj gust przesunal sie w starocie. nie chce skreslac tego co dzis powstaje, ale wiekszosc tego co dociera do mych uszu to nudy. rock coraz bardziej staje sie wyjalowiony z energii, indie coraz bardziej snobistyczne, metal coraz smieszniejszy, rap coraz bardziej karykaturalny. pewnie, sa wyjatki, ale szkoda mi troche czasu na wyszukiwanie ich, skoro mam pewnosc, ze 9 na 10 plyt z lat 60/70/80tych da mi o wiele wiecej radosci. no nic, moze to chwilowa zajawka. zobaczymy.

jesli chodzi o filmy to tendencja podobna. o ile dobrze obstawiam, to z tegorocznych premier kinowych najwieksze wrazenie na mnie zrobil nowy Batman. a to dlatego, ze niemal w ogole nie mam porownania do innych premier. tutaj tez wolalem „poszerzac baze”. zwlaszcza ze jesli chodzi o Film, to jednak jestem zdecydowanie mniej rozeznany.

co jeszcze? coz, pewnie poczytane zostanie to jako regres, ale wrocila mi zajawka na rzecz, z ktora poroznilem sie wiele lat temu. gry komputerowe. aby bylo jeszcze smieszniej – przygodowki. najlepiej klasyczne. bez kitu, momentami scenariusze lepsze od filmow kinowych. a przy okazji masz wplyw na to, jak ta historia bedzie przebiegac. ale zajawka raczej niewytlumaczalna. trzeba samemu zagrac. moje rekomendacje: serie Broken Sword i Gabriel Knight.

no i jakims kolorkiem w szarosci tego roku byl nowy dizajn bloga, ktory wlasnie ogladacie. wiem, jest to smieszna adnotacja. ale dla czlowieka, ktory od ponad 5 lat niemal dzien w dzien napieprza notki, taki blog stanowi jednak jakis istotny element zycia, niezaleznie czy tego chcial/chce czy nie.

nadzieje na 2009 rok? chyba tylko (/banal mode on) spokoj ducha. jesli bedzie taki fundament, to cala reszte da sie jakos odbudowac na nowo (/banal mode off). zreszta, SD to fajna sprawa, ktorej i Wam zycze.

Leave a Reply