rageman.pl
Muzyka

Edyta Bartosiewicz – Sen

rok wydania: 1994

wydawca: Izabelin

 

witajcie dzieci w Nowym Roku! mam nadzieje ze bawiliscie sie szampansko i z pokladami nowej energii zabierzecie sie do lektury tego, co tu wypisuje. a dzis  notka potrojna bedzie, skoro pisalem ostatni raz trzy dni temu. kontynuujemy watek piesniarek, jednak tym razem bedzie po polsku.

jesli ktos klasyfikuje Edyte Bartosiewicz jako pop rock z tego samego worka co varius manx, edyta gorniak czy de mono, to jest zlym czlowiekiem. pewnie, jest tu mnostwo popowych melodii. ale kobiecie mentalnie na pewno blizej do Kazika czy Acid Drinkers, z ktorymi zreszta nagrywala. a przeciez „Sen”, choc aranzacyjnie nie ma takiego czadu (choc na pewno jest to jej najostrzejsza plyta), to przeciez duchem grunge jest. do czego zreszta sama Edyta sie przyznaje.

jak wiadomo, grunge niejedno ma imie, wiec jesli mialbym precyzowac, to wskazalbym Pearl Jam. niekoniecznie „TEN” Pearl Jam. bo produkcja jednak bardzo polska jest (nie obwiniam Leszka Kaminskiego – takie byly w PL mozliwosci, jakie slychac). no i nie ma az tyle hardrocka. ale jest ta zwiewnosc, jest ten Szał (chociaz numeru o tym tytule jeszcze tu nie znajdziemy), jest to hippisowskie wolanie o wolnosc, jest to nie-wiem-jak-to-skojarzenie-nazwac. sluchasz tej plyty i czujesz wolnosc, chcesz biegac nago po polanie i pic dynxy do rana. byc moze skojarzenia takie sa tym silniejsze, bo to plyta mojego dzecinstwa, kiedy jednak tej beztroski w zyciu bylo ciut wiecej.

to co jednak najwazniejsze jednak – to jest prawdziwe Greatest Hits Bartosiewiczowej. malo kto obstawial, ze po nieudanej „Love” zmiana stylistyki pociagnie za soba tak totalny przyplyw weny tworczej. dla przypomnienia pare tytulow: „Urodziny” z fajnie przycinana gitarka w zwrotkach. opener „Zabij Swój Strach”, do ktorego chyba najbardziej pasuja skojarzenia z akapitu wyzej. pieknie chodzi ten akustyk Edyty (choc i Michal Grymuza, etatowy gitarzysta Polski, wchodzi na tym cedeku na wyzyny). no i tytulowe przeslanie. zreszta same teksty z tej plyty wlazly do klasyki. pamietacie „Tatuaz”, gdzie Edyta golila sie w klipie na zero? „Wciaz moze byc dobrze dobrze dobrze, ja to znam…”, „W tewj glowie pelno tatuazy”. moze nie teksty, ktore wlazly do mowy potocznej, ale kanon na pewno.

prywatne hajlajty? przede wszystkim utwor tytulowy. ABSOLUT, MAGIA, od pierwszej do ostatniej sekudny. poczatkowo delikatna gitarka z wokalem Edyty. „Ale wcale nie jest dobrze w moim snie…” i nagle BUM. akustyka pieprzniecie, nie czadowe, ale w najdelikatniejsze struny mej wrazliwosci. nie chcialbym sluchac tej piosenki po paleniu, bo jeszcze bym sobie wyobrazil ze niczym Adas Niezgodka polece w przestworza i tyle byscie mnie widzieli, niezaleznie od rezultatu tego lotu. ujmuje rowniez cover Janis Joplin „Move Over”. dobry wybor. zreszta, moze porownanie do tej Pani byloby wlasciwsze niz do PJ?

pewnie, nie kazdy numer jest tu na tym samym, totalnym poziomie co „Sen”. ale naprawde, KAZDY ma cos w sobie, kazdemu moznaby poswiecic akapit. jaki ten poczatek lat 90tych byl cudny muzycznie, rowniez pod nasza szerokoscia geograficzna.

 

najlepszy moment: SEN

ocena: 8,5/10

Leave a Reply