Desperado: The Soundtrack
rok wydania: 1995
wydawca: Epic
dobra, dzieciaki. koniec z tym slodkim kobiecym pierdzeniem. czas, by znow krew zawrzala. a co jest bardziej hot niz mix salmy hayek, antonio banderasa, roberta rodrigueza i meksyku?
(swoja droga jak juz o filmach mowa, to w tym roku pobilem wlasny rekord – z nominowanych do Oscara filmow poza ostatnim Batmanem zadnego filmu nie kojarze. czas sie w koncu wybrac do kina)
o filmie to moze kiedy indziej napiszemy, dzis zajmiemy sie sciezka dzwiekowa. dla wielu to jeden z najlepszych soundtrackow ever. sie raczej pod ta opinia nie podpisze, ale jestem w stanie zrozumiec ten zachwyt. bo ten album ma klimat. choc to piosenki, to jest jakas mysl przewodnia calosci. dzis juz troche brakuje tego typu skladanek. co sciezka dzwiekowa to jakis zbior b-side’ow gwiazd rocka, przewaznie z jednej wytworni plus hity, coby podciagnac sprzedaz. foldery reklamowe wytworni sie z tego robia. na upartego moznaby Desperado OST nazwac reklamowka latynoskiego rocka. bo i los lobos, i santana, i tito & tarantula. tyle ze co tu w takim razie robi Dire Straits z „Six Blade Knife”? a jednak pasuje. okazuje sie, ze z meksyku do anglii wcale nie tak daleko.
najwiecej tu Los Lobos i Tito & Tarantula i wlasnie ich muzyka stanowi najwiekszy walor plytki. w przypadku tych pierwszych to glownie instrumentalna muza, z genialnym „mariachi suite”, slusznie nagrodzonym grammy. spoko tez jest jedyny spiewany „Let love reign”, a „Cancion del mariachi (morena de mi corazon)” z antonio banderasem na wokalu to klasyk przeciez. swoja droga, dziwne ze chlopak sie nie zdecydowal na kariere wokalna, bo daje naprawde rade.
Tito & Tarantula. 3 numery. „Strange Face Of Love” przede wszystkim. amerykanski bluesior z meksykanskim temperamentem. idealne tlo muzyczne do striptizu. „White Train (Showdown)” – instrumental z kapitalnym dialogiem akustycznej z elektryczna wpierw, potem juz stricte przesterowa, cudna jazda. a zaraz obok „Back to That Love Built. ballada troszke tracaca jakims Bon Jovi, ale mimo wszystko urocza.
co jeszcze? tracki Link Wray’a, Latin Playboys czy Roger & The Gypsies tez niezle pieszcza ucho, ale troszke gina na tle powyzszych numerow. nie ginie za to cudna gitara Carlosa Santany w „Bella”, no a przede wszystkim spiewajaca Salma Hayek w „Quedate Aqui”. o gosh, az mi sie przypomnialy lata, kiedy az sie pocilem na sam jej widok. gdyby mi wtedy tak zaspiewala do ucha jak w tej piosence, to pewnie by mnie rozjebalo na atomy.
no i jeszcze fajna rzecz, nie tak wcale oczywista na tego typu albumach. mianowicie wplecione dialogi. bywa ze sa tak od czapy ze tylko wytracaja z rownowagi. tutaj wkomponowano idealnie. choc szkoda, ze zabraklo quentina tarantino opowiadajacego dowcip o sikaniu. choc moze bez widoku ryja QT to mogloby rzeczywiscie wypasc slabiej.
najlepszy moment: TITO & TARANTULA – STRANGE FACE OF LOVE
ocena: 7,5/10