War Of The Worlds: Music From The Motion Picture
wydawca: Decca
znow bierzemy na tapete czolowego „tapeciarza” Hollywood. skad ten motyw tapety? bo z ta muzyka filmowa z wysokobudzetowych filmow amerykanskich jest wlasnie jak z tapeta. tapeta jest niezbedna by uznac wystroj mieszkania za skonczony. pewnie, jak jakis wzorek mamy na tapecie to i ladnie jest. ale przeciez sama tapeta przewaznie jest mdla i plaska jak biust czarownicy.
z johnem williamsem nie zawsze tak bylo jednakowoz. bo, jak juz wczoraj wspominalismy, chociazby Indiana Jones czy Szczeki. ale ostatnimi czasy mozna odniesc wrazenie, ze facet poszedl w totalne rzemioslo. moze i nie wyobrazam sobie, by pisal te numery na kiblu, ale tez nie sposob nie pomyslec, ze traktuje juz te robote „na pol gwizdka”. a nominacja do oscara i sprzedaz bedzie, bo to John Williams przeciez.
jedna rzecz na pewno trza mu przyznac – potrafi odzwierciedlic w muzyce tresc filmu. „Wojny Swiatow” nie widzialem, bo staram sie unikac Toma Cruise’a jak tylko moge, ale juz po samym albumie wiem o co chodzi. monumentalnie, niebezpiecznie, apokaliptycznie. groznie. oczywiscie jest to groza w wersji amerykanskiej, jesli mozna tak to okreslic. wiecie, bardziej „Godzilla”, i to ta z ’97 roku, niz „Obcy”. chociaz tu tez trza przyznac ze track o nazwie „The Confrontation With Ogilvy” mnie zaskoczyl, bo zapachnialo przez chwile „Dzieckiem Rosemary”. milym akcentem jest takze narratorska robota Morgana Freemana w dwoch utworach.
no ale – niech plusy nie zaslaniaja nam minusow. bo choc jest lepiej niz na „Patriocie” (choc to kwestia gustu chyba jednak – wszak koncept zupelnie inny), to i tutaj oprawa dzwiekowa cierpi na solidny brak motywu przewodniego. nie wiem, byc moze tak mialo byc, choc przeciez muza w „Szczekach” byla ultra zapamietywalna, a i tak grozna czy wrecz niepokojaca. byc moze mialo nie byc hollywoodzko, byc moze mial to byc swego rodzaju uklon w strone sountrackow, gdzie bardziej chodzi o klimat niz motywy przewodnie. ale tak sie nie da, jesli zbiera sie stuosobowa orkiestre. woz albo przewoz. bo efektem jest muzyka, ktora moze i intryguje w filmie, ale w oderwaniu od niego lekko nudzi.
najlepszy moment: THE CONFRONTATION WITH OGILVY
ocena: 7/10

