The Thin Red Line
wydawca: RCA Victor
znacie wieksza abstrakcje geograficzno-socjologiczna niz Niemca udajacego Amerykanina? tak sie zlozylo, ze paru takich sie panoszu po tym blogu. najpierw Roland Emmerich, ktory wyrezyserowal „Patriote”, teraz Hans Zimmer, ktory pisze muzyke do filmu o dzielnych amerykanskich zolnierzach.
no dobra, przyznaje sie bez bicia, „Cienka Czerwona Linia” to kolejny film, ktory wciaz czeka na mnie, abym go w koncu obejrzal. tym bardziej, ze ponoc warto. i rowniez sama muzyka to sugeruje.
bo jesli muza Zimmera odzwierciedla charakter filmu, to przypuszczam, ze jest to dosyc nietypowy film wojenny. tak jak nietypowe sa te dzwieki. niby tez hollywood, ale jaki inny od Johna Williamsa. to nie jest schemat typu: ma byc patriotycznie = dajemy werble, ma byc groza = dajemy kotly i narastajace skrzypeczki. owsziem, tu tez sporo orkiestry jest. ale tez i instrumenty o tak egzotycznych nazwach jak „shakahachi flute” czy „tibetian bowls”. a pojawiaja sie tez wokalizy. kombinuje facet. ale nawet i bez tych udziwnien Zimmer nie idzie na latwizne i stosuje nietypowe wybiegi formalne. takie, dzieki ktorym mozna dostrzec tresc.
najcudniejszy fragment to jednak kompozycja o nazwie „God U Tekem Laef Blong Mi”. nic w ksiazeczce nie pisze, czy to jakas tradycyjna piesn azjatycka, choc tak brzmi. niepokojaca, a jednoczesnie dajaca nadzieje. no cos pieknego. choc mocno odstajacego jednak od reszty.
byc moze jest to jeden z najlepszych soundtrackow wojennych ever. ciezko mi to wciaz ocenic. na pewno jednak warty polecenia.
najlepszy moment: GOD U TEKEM LAEF BLONG MI
ocena: 7,5/10
