rageman.pl
Muzyka

The Last Of The Mohicans

rok wydania: 2000

wydawca: Varese Sarabande

 

cos znow mnie wzielo na soundtracki.

z tym albumem wiaze sie wielka tragedia. oczywiscie w kontekscie karier dwoch panow ktorych nazwiska widnieja na okladce. otoz bylo tak, ze najpierw muzyke do „Ostatniego Mohikanina” (wciaz nie moge sie przemoc by obejrzec go ponownie po tym, jak jakies 15 lat temu go ogladalem i autentycznie sie porzygalem z nudow) mial napisac pan Jones. mialo byc elektronicznie. zmienily sie jednak plany, film zostal ostro pociety i de facto trzeba bylo cala muzyke napisac niemal od nowa. a ze bylo pewne, ze pan Jones nie wyrobi sie przed ustalonym deadlinem, to kazano dodatkowa muzyke napisac drugiemu panu o nazwisku Edelman. efekt jest taki, ze soundtrack jest podpisany przez dwoch kolesi, co ponoc dyskwalifikowalo go z wyscigu po Oscary. puenta jest taka, ze po raz kolejny sie okazuje, jak slaby gust ma Akademia Filmowa anizeli jak dobry jest to album.

bo nie ma co ukrywac, zarowno Jones jak i Edelman to druga liga kompozytorow filmowych, serialowi wyjadacze (ten drugi napisal muzyke do MakGajwera!). i to tutaj slychac. tapeta, tapeta, tapeta. orkiestra, liryczne fragmenty przeplataja sie z „bitewnymi”, fleciki i inne pierdolki. i na dodatek temat przewodni jakis taki malo wyrazny.

z drugiej strony… no nie powiem, jest pare fragmentow moze nie tyle ocierajacych sie o geniusz, co mocno zaskakujacych wysoka jakoscia. jak flecikowy „The Glade” czy skrzypkowy „The Kiss”. w sumie moze i nawet pare wiecej fragmentow zapada w pamiec. przez co mam dylemat z ocena calosci.

a niech maja „siodemke”, na zachete. elo, jestescie w mojej druzynie.

 

najlepszy moment:  THE KISS

ocena: 7/10

Leave a Reply