The Straight Story
wydawca: Windham Hill
dwa slowa. a wlasciwie cztery. David Lynch Angelo Badalamenti. i wszystko jasne.
tak sie sklada, ze dwa moje ulubione soundtracki sa wlasnie autorstwa pana Angelo. co nie znaczy, ze od razu nazwalbym go moim ulubionym kompozytorem muzy filmowej. a juz na pewno ciezko uznac go za najlepszego w calej branzy. bo tak sie sklada, ze to co najlepszego stworzyl AB wynikalo ze wspolpracy z Davidem Lynchem. poczawszy od Blue Velvet, kazda kolejna pelnometrazowka Lyncha zawierala score autorstwa poczciwego wlocha. najlepszym efektem tej wspolpracy jest muzyka z Twin Peaks, WIADOMO. ale jak dla mnie drugie miejsce to juz wlasnie muzyka z „Prostej Historii”.
przede wszystkim dziala efekt zaskoczenia. nie bede ukrywal, ze przy calym mym uwielbieniu dla Lyncha i jego wyjatkowego stylu, absolutnie nietypowa dla niego „Prosta Historia” miesci sie w moim prywatnym rankingu w najscislejszej czolowce jego filmow. podobnie zaskoczyl Badalamenti z muzyka do tego filmu. zadnego feelingu grozy, mroku, szalenstwa i tym podobnych. ta muzyka jest hmmmm SIELSKA. wywoluje uczucie BLOGOSCI. te wyrazy raczej nie kojarza sie z tworczoscia AB.
przede wszystkim skrzypce. gdzies tam klawiszowe plamy, klasyczne piano, ale przede wszystkim skrzypce. to one prowadza jak dla mnie Najpiekniejszy tu i w ogole w calej muzyce filmowej motyw przewodni. „Laurens Walking”. po prostu nie ma wybacz przy tym duecie skrzypiec i klasycznej gitary – emocjonalny rozpierdol. poza tym wielofunkcyjny, jesli chodzi o obrazy w glowie wywolywane przez te dzwieki… z jednej strony – w filmie motyw towarzyszy obrazkowi glownego bohatera pomykajacego w sloneczny dzien przez autostrade na malym traktorku. czyli beztroska, piekno banalnych rzeczy jak swiecace slonce, celebracja zycia z jednoczesna pelna zgoda jego wad, z przemijalnoscia na czele. pamietam jednak, ze kiedys, gdy bawilem sie w montazyste, polaczylem ten track ze starymi filmikami rodzinnymi z vhs’u. rzecz przepuscilem przez czrno-bialy filtr i doprawilem w windows movie makerze „postarzajacym efektem”. calosc sprezentowalem rodzinie. stuprocentowa skutecznosc w wywolywaniu strumieni lez. i nie chodzi nawet o to, ze te filmiki same w sobie byly smutne – zaden tam pogrzebowy footage czy cos. rzecz w tym, ze ta muzyka ma cos takiego w sobie, ze jesli jestes sentymentalny na tyle, ze wzruszasz sie przy ogladaniu starych zdjec/filmow (a stad juz tylko krok do plakania na Sigur Ros i bycia totalnie laaaaame), to te dzwieki jeszcze bardziej to spoteguja.
okej, powrot do rzeczywistosci… cala reszta soundtracku moze nie trzyma AZ TAK GENIALNEGO poziomu jak „Laurens Walking”, ale wciaz jest to poziom niedostepny dla krzesimirow debskich czy nawet johnow williamsow.”Sprinkler” i „Rose’ Theme” (dwa warianty tego samego motywu)- cudowna, lekko hiszpansko-balladowa w posmaku kompozycja. „Laurens, Iowa” – ambientowe klawisze z ja_pierdole_znow_sie_porycze partia klawiszy.a z innej bajki „Alvin’s Theme” – niby znow skrzypce, ale wydzwiek juz zupelnie inny niz w „LW”, jakby wesolkowaty, kojarzacy sie z Dylanowym „Turkey Chase”.
cudna sprawa, no. coz tu wiecej rzec.
najlepszy moment: LAURENS WALKING
ocena: 9/10

