Leonard Cohen – Live In London
rok wydania: 2009
wydawca: Columbia
sorry dzieciaczki za opoznienie, ale nadejszla wiekopomna chwila, by oddac komputer do serwisu. propsy dla Wegrzyna za natychmiastowa naprawde. wiatraczek dziala jak marzenie.
okej, czas dac sobie spokoj z szatanami. a przy okazji napisac o czyms bardzo aktualnym, bo wydanym pare tygodni temu.
kanadyjczyk wydal kolejny album live, ale o ile mi wiadomo, jest to jego pierwsze dvd. koncert zarejestrowany w zeszlym roku w londynskiej o2 arena. z tego co wiem, to w tym samym miejscu graly takie tuzy jak reaktywowany led zeppelin, snow patrol czy micael jackson (to niedlugo ma sie odbyc), wiec koncert cohena w tym miejscu jest w jakims stopniu ewenementem. bo raz, ze jego muzyka jakos srednio mi pasuje do stadionow. dwa, fakt ze stawilo sie calkiem pokazna gromada ludzi jest przy okazji niebywalym sukcesem. bo jakos cohen, pomimo kultowosci i wszechobecnego szacunu dla jego osoby, jakos nigdy sukcesow komercyjnych nie swiecil. zwlaszcza ostatnio.
a jednak, chociaz nierzadko ta liczna publike nam kamerzysci pokazuja, to o jakims wypasie scenicznym pokroju u2 czy rolling stones nie ma mowy. ba, gdyby nie te widoczki na widownie przysiaglbym, ze panowie (i panie) graja w knajpie dla garstki wielbicieli. co ma swoje plusi i minusy. ale o tym za chwile.
wspomnielismy o panach i paniach. rzeczywiscie, ekipa liczna, jakies tuzin osobowosci i bodajze dwa razy tyle instrumentow. co zadaje klam stwierdzeniu, ze cohen to jego monotonna gadanina i zero muzyki. choc oczywiscie nie ma watpliwosci, kto w tej ekipie jest najwazniejszy. zreszta, sam Mistrz siega takze po gitare i klawisze. wokalnie oczywiscie wspiera go wieloletnia partnerka muzyczna, pani Sharon Robinson, a takze niejakie siosttry Webb. glos tej pierwszej odgrywa zreszta pierwszoplanowa role w „Boogie Street”. natomiast webb sisters tylko w dwojke wykonuja „If It Be Your Will”. i przy okazji prawie kradna show. gitara, harfa, arcydelikatne glosy… lekkim CocoRosie traci. magia.
moglbym nawet uznac, ze to wykonanie „IIBYW” jest najlepszym momentem wieczoru, gdyby nie obecnosc „Hallelujah” w repertuarze. nie bylo okazji wczesniej napisac o tej piosence, wiec oto nadszedl ten moment. coz, krotka pilka – (Kolejna) Najpiekniejsza Piosenka Swiata. nie tylko ze wzgledu na tematyke tekstu mozna tu mowic o metafizyce, prawdziwie boskim natchnieniu. Jeff Buckley uczynil z tej Piesni absolut do potegi, ale juz w wersji Cohena to jest cos bezgranicznie pieknego. i to na tym wydawnictwie slychac.
skoro juz jestesmy przy repertuarze… coz, greatest hits. nawet jesli mowimy o repertuarze koncertu ponad dwugodzinnego. niesamowite, ile ten facet ma klasykow na koncie: „Suzanne”, „Dance Me To The End Of Love”, „Bird On The Wire”, „Tower Of Song”, „First We Take Manhattan”, „I’m Your Man”…. moznaby spokojnie dalej wymieniac. wiem ze wpisuje sie tym slowami w poczet niedzielnyc fanow Cohena, ale „In My Secret Life” jest dla mnie kolejnym jego klasycznym numerem, ktory w Londynie wypadl przeuroczo. „Democracy” nabral na aktualnosci jak nigdy dotad…
dla wielbicieli pozycja obowiazkowa. choc zwazywszy na forme i dlugosc zdaje sobie sprawe, ze nie-fani raczej przekonac sie nie dadza.
najlepszy moment: HALLELUJAH
ocena: 8/10