Ginger Baker Trio (with Bill Frisell & Charlie Haden) – Falling Off The Roof
rok wydania: 1996
wydawca: Atlantic
wojazy mistrza Hadena po swiecie jazzu ciag dalszy.
calkiem niezly mial ten okres polowy lat 90tych. plyta z methenym, barronem, a na dodatek jeszcze skumal sie z innymi mocarzami. mianowicie z legenda alternatywniejszej odcieni jazzu – Billem Frisellem – i nie mniej slynnym perkusista Cream, Gingerem Bakerem. rockman, jazzman ciezszy i jazzman lzejszy w jednej grupie? a jednak sie udalo. i wyszlo swietnie.
na tyle produktywny okazal sie ten kolektyw, ze nie trzeba bylo posilkowac sie nawet cudzymi kompozycjami – zalapal sie tylko Monk i Parker. stawke otwiera utwor tytulowy autorstwa lidera grupy i juz slychac, ze mamy do czynienia z Chemia przez duze C. taki jazz uwielbiam – improwizowane formy, energia, z ktorya tylko rokendrol moze sie rownac, brak studyjnego sztafazu. sa liryczniejsze fragmenty typu „Our Spanish Love Song” (autorstwa oczywiscie Hadena), ale generalnie panowie stawiaja na maximum expresji. osiaganej niemal wylacznie przez gitare, bass i perkusje. z rzadka dochodzi druga gitara czy, co ciekawe, banjo, w pewnym momencie ubywa bassu i zostaje sama gitara i perkusja – to „The Day The Sun Come Out”. swoja droga, najfajniejszy moment calosci – ponad osmiominutowa jazda z calkiem hardkorowo brzmiaca gitara frisella. przykuwa uwage tez bluesujacy „Skeleton”. zreszta, pod wzgledem kompozytorskim to zdecydowanie ciekawsza jest druga czesc plyty.
jesli zas chodzi o aspekt wykonawczy, to wlasciwie nie ma zastrzezen. tym milej, ze nikt tu nie wychodzi przed szereg, nikt nie spycha nikogo na drugi plan. co wcale nie jest takie oczywiste. bo przeciez Baker, choc niewatpliwie zasluzony dla Muzyki osobnik, to jednak „tylko” rockman, ktory w konfrontacji z profesorkami swiata jazzu pokroju hadena i frisella moglby polec z kretesem. tymczasem chlopaczyna nic sobie nie robi ze statusu partnerow grupy i gra calkowicie na luzie, potwierdzajac ze grupa slusznie ma jego nazwisko w nazwie.
taki Jazz wchodzi mi bez popitki.
najlepszy moment: THE DAY THE SUN COME OUT
ocena: 8/10