Flapjack – Juicy Planet Earth
wydawca: Metal Mind
irytuje mnie, choc sam nierzadko nie potrafie sie tego ustrzec, ocenianie rodzimych wytworow kulturalnych na zasadzie „jak na polskie warunki to…”. nawet jesli trudno nie dostrzec, ze wciaz jest lekka przepasc w jakosci i oryginalnosci miedzy tym co robi sie u nas, a co na Zachodzie. choc niby jest coraz lepiej. choc i drzewiej bywalo, ze ukazywaly sie plyty, ktore leo beenhakker okreslilby mianem „international level”. i, moim przezajebiscie skromnym zdaniem, trzecia i niestety ostatnia plyta Flapjacka takim albumem jest. czyli: jak na polskie warunki to inspirujaca do dzis rewelacja, jak na swiatowe warunki swietna, choc oczywiscie niedostrzezona rzecz. no i co ja tu bede ukrywal – to jeden z moich albumow zycia. co sie raczej juz nie zmieni. nawet jesli bede w przyszlosci sluchal tylko jazzu badz wizjonerow metalu pokroju dep czy minsk. tudziez zalicze regres do die-hard fana disco polo.
to juz nie jest plyta, ktorej zawartosc da sie ograniczyc do hasla „for mosh only”. bo raz, ze tutaj najzwyczajniej nie ma do czego moshowac (no chyba ze ktos sie uprze przy kawalkach typu „Think Twice”, choc naprawde w tym momencie zycze powodzenia). dwa, ze tu trzeba pomyslec. rozgryzc. wczuc sie. nie ma mozliwosci, by podlabelowac calosc jako „thrash metal”. zreszta, zastanawiam sie, czy w ogole w tym przypadku mozna mowic o metalu jeszcze. jesli juz, to jest on jednym z wielu srodkow wyrazu tu wykorzystanych. o „nowym metalu” (zeby nie uzyc nieszczesnego nu metal) tez ciezko mowic, bo Korn raczej nie mial nigdy w repertuarze czegos takiego jak balladowo-rhodesowy „I Want It All” (chociaz no okej – track jest bonusem, zapowiadajacym jakby Guzikowego Homosapiensa). ale rzeczywiscie, zdecydowanie blizej temu w klimacie dwom pierwszym Kornom. dodalbym jeszcze ciezar korzennej Sepultury (tyle ze bez watkow etnicznych), eklektyzm Faith No More (nie dziwota, ze to wlasnie Nalesnik supportowal ekipe Pattona na polskim koncercie tychze) no i przede wszystkim swiatowe myslenie, ktorym w naszym kraju chyba tylko Kobong dysponowal (mowie o gitarowym ciezkim graniu, by nie bylo).
nieraz mozna bylo uslyszec, ze „JPE” to plyta Guzika i Chraplaka, choc i Slimak podpisuje sie pod nia „obiema recyma i nogima”. trudno sie sprzeczac. po pierwsze – w skladzie nie ma juz Vimka. byc moze jego saxofon zbyt sie kojarzyl z bedacymi wtedy u szczytu popularnosci Dog Eat Dog, a ze panowie chcieli na nowo sie zdefiniowac… a byc moze zwyczajnie chlopaky nie mieli pomyslu na wykorzystanie tego instrumentu. znacznie bardziej dostrzegalna jest zmniejszona rola Litzy. 3 na 11 utworow z jego udzialem, czy to wykonawczym czy kompozytorskim to raczej niewiele jak na spiritus movens zespolu. a nawet w tych trackach niespecjalnie slychac charakterystyczne dla roberta, jak i poprzednich plyt riffow. kurcze, przeciez na tej plycie wlasciwie nie ma riffow. chyba ze przepuszczone przez pierdyliard efektow. kurcze, wcale mi to nie przeszkadza jakos, a wrecz przeciwnie.
wspominalem juz o konkretnych trackach? wspominalem juz, ze „Ready To Die” jest najlepszym chyba rapmetalowym kawalkiem powstalym w polsce, z perfekcyjnym w kontekscie tego nurtu flow? wspominalem o cudnie psychodelicznym „Trippin’ Into Unknown Lands”? a perkusyjny „Human Upholstery”, najlepszy dowod na mistrzowska na tej plycie forme Slimaka? a walcowaty, z maxymalnie przygniatajajacymi gitarami Litzy „Think Twice”? a prawdziwie industrialny, choc nieelektroniczny „Crook”? singlowy „Cold”, anyone? co kawalek to absolutny walek, chcialoby sie rzec. zamiast przerzucania sie riffami – zabawa klimatami.
nie mam watpliwosci, ze to jedna z najlepszych ciezko-gitarowych plyt w Polsce, obok hajlajtow Armii czy Kobonga. zal ze nic dalej juz nie bylo. bo z dzisiejszej perspektywy reaktywacja Flapjacka nic nie przyniosla, poza cudnymi koncertami 5 lat temu. zadnej plyty, choc byly przymiarki. kolejna dezercja Litzy, smierc jego ewentualnego nastepcy Olassa, przypuszczalnie mega zniechecenie Guzika. rozczarowanie, jednym slowem.
najlepszy moment: READY TO DIE
ocena: 9,5/10
