Bassisters Orchestra – Numer Jeden
wydawca: Asfalt
byc moze bede tego zalowal do konca zycia. ale wybacz Kylie, nie bede sie meczyl dla Ciebie z muzyka Scorpionsow, ich fanami i cala gromada przypadkowych ludzi, ktorzy nie znaja nawet Twej tworczosci. wiesz, ze kupilbym bilet na Twoj normalny koncert. bo na to zaslugujesz. i odliczam juz dni do Twego normalnego koncertu w Polsce. i bede tym, ktory bedzie sie bawil w pierwszym rzedzie. podobnie jak reszta kumpli z Enzymu, hihi.
dobra, a teraz powaznie(j). jakby nie bylo, wazny dzis dzien. wreszcie jakies swieto w Polsce, ktore ma sens i ktore naprawde zasluguje na to, by dzien w ktorym sie ono odbywa byl dniem wolnym od pracy. bo co to sa kurwa jakies zielone swiatki czy chuj wie co? anyway, z dzisiejszej okazji postanowilem siegnac znow po wytwor kulturalny tegoz naszego, od 20 lat wolnego kraju.
nie tak dawno psioczylem na poboczne projekty Fisza. moze troche przesadzilem. bo na tle wydawnictw podpisanych jako Tworzywo Sztuczne czy Fisz&Envee Bassistersi wypadaja calkiem niezle. zreszta, to zlo nazywac te supergrupe pobocznym projektem Fisza. tym bardziej, ze to sklad grajacy juz od polowy lat 90tych, na dlugo przed pojawieniem sie w tym towarzystwie Fisza. kogoz my tu nie mamy – Mikolaj Trzaska, Macio Moretti (m.in. Mitch & Mitch), M.Bunio.S, Wojtek Mazolewski (Pink Freud). te nazwy w nawiasach to dla bardzo niezorientowanych, bo przeciez te ksywy i nazwiska to marki same w sobie. dopiero z czasem pojawili sie bracia waglewscy, zaniesli material do ich szczecinskiego wydawcy i tak wszyscy skojarzyli BO jako jego kolejna kapele. swiat jest zly i niesprawiedliwy.
tym bardziej, ze na te 14 kawalkow Fisza slychac byc moze w polowie z nich. slychac Fisza jakiego znamy z „F3”. czyli rapujacego, ale tez podspiewujacego, bawiacego sie megafonem. i o ile na tamtej plycie te „eksperymenty wokalne” intrygowaly, tutaj bywa niestety roznie. jest i ewidentna wpadka w postaci „Mezczyzn i Kobiet”. moze ten tekstowy banal mial byc jakims przewrotnym zartem, niestety ja sie na niego nie zalapuje. a szkoda, bo instrumentalnie to rzecz calkiem niezla, 8minutowy odlot ze specjalnym udzialem Macka Cieslaka ze Scianki (w jego studiu zreszta calosc nagrywano).
inna sprawa, ze i jesli chodzi o same instrumentalne rzeczy to bywa roznie. i z tym wlasnie mam najwiekszy problem. nie potrafie sie wciaz wyzbyc wrazenia, ze to co slyszymy to zaledwie szkice, demowka. kapitalna demowka jeszcze lepszych instrumentalistow, ale jednak demo. moze taki byl zamiar, ale jednak mysle ze mozna bylo oczekiwac wiecej.
ocena wiec zalezy od tego, jaki punkt przyjmiemy. jesli potraktujemy calosc jako zapis jednej wielkiej improwizacji, to bedziemy kontent, zwlaszcza ze wylaniaja sie z calosci calkiem potezne fragmenty jak prawdziwie szalony „Ait!”, wokalnie udziwniony „Tit’nsi wolflook” czy „Test”, w ktorym wspolpraca na linii Fisz-reszta dala najlepszy efekt. jesli jednak uswiadomimy sobie, ze na ten debiut studyjny czekano naprawde dlugo, a i jak na rejestracje spontanicznego muzykowania pracowano nad tym calkiem dlugo (booklet prawde Ci powie – dwa lata), to jednak efekt finalny satysfakcjonuje tylko polowicznie. poloweczke do siodemki dokladam tylko dlatego, ze to prawdopodobnie ostatni album skladu, wiec mimo wszystko warto wyroznic jakos ten kolektyw.
najlepszy moment: AIT!
ocena: 7,5/10

