Dla Ciebie I Ognia
reżyseria: Mateusz Jemioł & Tomek Zasada
choc minal rok od premiery filmy, to zdania nie zmieniam – to naprawde dobra produkcja. i naprawde nie chodzi o to, ze znam tworcow tego filmu, a sam pojawiam sie w nim na jakies, hmmmm, 20 sekund? (choc wypowiadajac, parafrazujac dariusza szpakowskiego, „pierwsza, jakze wazna kwestie w filmie”). zreszta, niech nagrody dla dziela wf kaliny i komentarze innych mowia same za siebie.
oczywiscie nie jest tez tak, ze jest to jakies wybitne dzielo. nie moglo takowe powstac. nie w sytuacji, kiedy sie kreci nie artystyczno-onanistyczny belkot, a komercyjne kino „z drugim dnem”, dysponujac jednoczesnie budzetem wielkosci kosztow kateringu statystycznej (polskiej nawet!) produkcji. ale trzeba to powiedziec – od strony technicznej, czyli tej lezacej w kwestii chlopakow z wf kaliny, jest to max. po prostu. moze nie powinienem sie wypowiadac o fomalnych, rezysersko-montazowych aspektach, bo sie na tym nie znam, ale potrafie rozpoznac dobra tresc kiedy ja widze. a historia opowiedziana w „Dla Ciebie i Ognia” jest dobra. nie powalajaca oryginalnoscia, owszem, ale zwyczajnie dobra, trzymajaca w napieciu i domknieta szokujacym finalem. moze ja malo wybredny, ale mi naprawde wiecej nie potrzeba. ba, dostalem nawet wiecej niz oczekiwalem. dodajmy jeszcze – niescislosci czy zwyczajnych pomylek w scenariuszu praktycznie brak (choc pare motywow jest zastanawiajacych, nie powiem)
niestety, jest i drugi aspekt calosci, ktory w zdecydowanie najwiekszej mierze moze wplywac na niekorzysty odbior dziela chlopakow. a na imie mu aktorstwo. moze nawet nie tyle samo aktorstwo, jako mixtura wypowiedzi i ruchow aktora, co same wlasnie dialogi. ale, jak wspomnielismy wczesniej – to juz zalezalo nie od tworcow, co samych aktorow. na tym polu niestety pare osob poleglo. choc znecac sie nie zamierzam – sam wiem, jak ciezka to robota nagrac synchrony. ba, chyba tyle nerwow i czasu mi nie zzarlo wypowiadanie swoich kwestii przed kamera, co wlasnie pozniej, teoretycznie na spokojnie „w studiu”. i wiem, ze ja rowniez sie nie popisalem (w domysle – stac mnie na wiecej, haha). o ile jednak przy mojej wybitnie malo znaczacej roli mozna to puscic plazem, tak w przypadku wazniejszych postaci momentami jest bardzo niefajnie (najlepszy przyklad – redaktor-pierwszy pracodawca glownego bohatera; swoja droga – to jednak juz zarzut do tworcow – moim zdaniem zle obsadzona to postac), a przede wszystkim mocno nienaturalnie.
mialo nie byc znecania sie, ale jednak zostanmy przy omawianiu wystepow aktorskich, bo obok krytyki powinny poleciec tez komplementy. przede wszystkim dla starszego pokolenia wystepujacego w filmie. no ale w koncu mowimy o profesjonalistach, wystepujacych w teatrach i filmach. bardzo dobrze spisal sie Marek Richter w roli Janusza. i o dziwo, w jego przypadku rowniez czasem nienaturalnie wypowiedziane kwestie nie przeszkadzaja- w koncu mowimy tu o (SPOILER ALERT!) nie do konca „naturalnej” postaci (END OF SPOILER ALERT!). do tych ktorzy sie spisali bez zarzutu, a ktorych ciezko jednoznacznie zaliczyc do starszego pokolenia (choc mianem mlodziakow trudno tez obrazic) jest wojtek tremiszewski z kabaretu limo jako sierzant sadowski.
co zas sie tyczy mlodych adeptow sztuki filmowej… akurat tak sie sklada, ze michala, grajacego glowna role, mialem okazje poznac jeszcze jakis czas przed kreceniem „DCIO”. i przyznam, ze niezbyt wyobrazalem sobie tego przesympatycznego kolesia jako (MINI SPOILER ALERT) karierowicza, w gruncie rzeczy troszke skurwielowata postac (END OF MNI SPOILER). zazwyczaj dziala to w druga strone – glowny protagonista w filmie stara sie na calej jego dlugosci zyskac sympatie i emocjonalne zaangazowane widzow. a tu chlopak, ktory w realu momentalnie (tak jest!) zyskuje sobie sympatie rozmowcy, musi nas do siebie zniechecic, abysmy ewentualnie tylko czekali, az w koncu sie opamieta i ogarnie (jesli bylo inne zamierzenie co do tej roli to sorry, sam zatem nie ogarnalem). i, generalnie rzecz ujmujac, michal udzwignal te role. na laury jeszcze nie pora, ale debiut filmowy moze zaliczyc do jak najbardziej udanych, tym bardziej ze, powtorzmy, to bylo wyzwanie. troche gorzej sie przedstawia sytuacja jesli chodzi o pozostala trojke mlodych bohaterow. ale kurcze no – ja bym nawet bal sie stanac przed kamera jesli chodzi o niektore sceny, ktore te dziewczyny i chlopaki mieli odgrywac. wiec na tym zakoncze temat.
ultraprofesjonalnie to dodatkowo wszystko wydane. wybor scen, trailer, usuniete sceny (szkoda restauracyjnego cameo Jemiola, ale domyslam sie, ze dla nieobeznanych z facjata mateusza scena mogla byc z dupy), bardzo przyzwoity teledysk do piosenki „pozwole Ci zaraz odejsc” michala wasilewskiego z Paniki (szacun dla tego pana za cala muzyke filmowa)… ej no, kupujcie ten film, bo te pieniadze sie nie zmarnuja. bo wlasnie to byc moze najbardziej cieszy ogladajac „Dla Ciebie I Ognia” – ze Ci kolesie sie wciaz rozwijaja i maja taki przeskok jakosciowy, ze jest spore prawdopodobienstwo, ze niedlugo nakreca autentyczne arcydzielo kina komercyjnego (zwlaszcza jak ktos im sypnie wieksza kasa). do tego czasu warto raczyc sie „DCIO”. i chociaz chocby na podstawie tego bloga da sie latwo zauwazyc, ze ja coraz mniej siedze w kinematografii, ogladajac filmy sednio raz na pol roku, a juz o polskim niezaleznym kinie nie mam bladego pojecia, to powiem tak – jesli „Dla Ciebie I Ognia” mialo byc jedynym filmem jaki obejrze w tym roku, to naprawde nie bede tego zalowal. moze byc taki komplement?
najlepszy moment: GRANDE FINALE
ocena: 8/10

