rageman.pl
Muzyka

Dead Prez – Let’s Get Free

rok wydania: 2000

wydawca: Loud Records

 

elo ziomy. dzis kolejny odcinek z cyklu „Malo znane, malo grane”. oczywiscie, pewnie znawcy rapu wiedza o kim dzis bedzie mowa. no ale pewnie nie kazdy czytajacy tego bloga (jesli ktos go w ogole czyta) nie jest tak obeznany w hiphop temacie. a akurat Dead Prez to zespol, ktory powinien znalezc sie na winampach ludzi wszelakich.

no wlasnie. bo ja np zapoznalem sie z tym albumem pare lat temu, dzieki kolesiowi na codzien aktywnie udzielajacym sie w polskiej scenie hardcore punk. a konkretnie polecil mi numer „mind sex”. jakos mniej wiecej w tym samym czasie, ogladajac mtv squad by byc choc pobieznie zorientowanym w tym co dzieje sie w kulturze HH, natrafilem na klip do tego kawalka. i oszalalem. nigdy wczesniej, ani pozniej nie spotkalem sie w muzyce, zwlaszcza tej opartej na beatach i rapie, z tak swiadomie ujetym zagadnieniem sexu. choc moze powinienem uzyc slowa „milosc”. bo w tym kawalku panowie z DP przypominaja o tym, ze pomiedzy tymi dwoma pojeciami powinno sie stawiac znak rownosci. dodac do tego fajny sampelek, slodka zenska wokalize i „wierszowany” udzial pana z Last Poets i w efekcie mamy hajlajt nie tylko tego albumu, ale i rapu tej dekady (zakladajac, ze 2000 to juz nasza obecna dekada).

a „Mind Sex” to nie jedyny taki okaz na „Let’s get free”. co tam bede ukrywal – dla mnie, jesli chodzi o przekaz calosci, to jedna z najlepszych rap plyt jakie w zyciu slyszalem. i nawet nie chodzi o to, ze panowie z DP sa mocno zaangazowani spoleczno-politycznie. zreszta, choc sami sie okreslaja w jednym z numerow jako „mieszanka NWA i Public Enemy”, to problematyka tekstow jest na tyle szeroka, ze nie tylko czarnoskorzy obywale wszystkich krajow swiata zalapia o co tu chodzi. choc na pewno glownie do nich ten album jest kierowany. stad mnostwo sampli z afrykanskich aktywistow, stad namechecking, przy ktorym statystyczny bialas pozostaje raczej niewzruszony. ale juz np „Happiness” (o szukaniu energii w takich pozytywnych pierdolach jak ladna pogoda), „Propaganda” (o ateizmie) czy „Be Healthy” (tytul mowi wszystko) to juz kawalki „prawie dla kazdego”. mnostwo na tej plycie rewolucji, ale przede wszystkim mentalnej. dlatego zadnych porownywan do rage against the machine byc nie powinno (tym bardziej, ze Czarnym Panterom, ktyrych DP gloryfikuja, znacznie daleko do zwyklego mordercy, jakim byl Che G.). jesli juz porownywac do kapel ze swiata gitarowego, to tych ze wspomnianej sceny hc/punk, z zalogami spod znaku Straight Edge na czele.

okej, a muzyka? tutaj niestety juz jest ciut gorzej, choc wciaz bardzo przyzwoicie. panowie m-1 i stic.man to skillsowo raczej „solidny chleb razowy”, choc daj Boze, byc dzisiaj takich pieczono w mainstreamowym rapie. w podkladach (prawie w calosci robota samych panow z DP) raczej przewaga syntetykow nad „zywym graniem” (chociaz w „Psychology” ktos wstawil calkiem kozacka gitare), na dodatek raczej klasycznie zaaranzowanych. klimat bardziej wschodniego wybrzeza. zreszta w jednym kawalku udziela sie Prodigy z Mobb Deep, do ktorych chyba najblizej deadprezom na pierwszy rzut ucha. i tyle wlasciwie duzych nazwisk na plycie. bo odpowiedzialny za najnowoczesniej brzmiacy „It’s Bigger Than Hip Hop” Kayne West na tamten czas byl kozackim producentem, ktory jeszcze nie mial potrzeby tak uporczywie lansowac swej geby.

jak to z rewolucyjno-rewelacyjnymi debiutami bywa, afrykanski duet wciaz nie moze sie pozbierac po tym, co narobili 9 lat temu. druga plyta wciaz w drodze. czekam.

 

najlepszy moment: MIND SEX

ocena: 8,5/10

Leave a Reply