rageman.pl
Muzyka

Jean Michel Jarre – Solidarność Live

solidarnosc-live-from-gdansk-b-iext3226444rok wydania: 2005

wydawca: Aero

 

zostajemy przy oldkulowej elektronice, hehe. wpadlo mi w lapska to dvd, wiec powspominajmy. tym bardziej, ze jakos chyba 4 lata mina od kiedy jarre dal wystep na Stoczni.

posypaly sie gromy na jarre’a za ten wystep od tzw powaznych recenzentow muzycznych. ze dziad, ktory od paru dekad nie ma nic do powiedzenia artystycznie, znow zalapal sie na historyczne wydarzenie i sprzedaje swe przeterminowane show malo wymagajacej gawiedzi. jak wiadomo, prawda zawsze lezy w srodeczku.

okej, faktem jest, ze artystycznie chlopak cienko przedzie. mielenie przy kazdej nadazajacej sie okazji muzyki z, badz co badz, waznego „Oxygene” nie swiadczy o niczym innym jak o odcinaniu kuponow. ale no wlasnie – co nagral wielkiego, to nagral. ja wprawdzie, co dalem wyraz w omowieniu „equinoxe”, na kolana nie padam przed tymi dokonaniami, ale mocno je cenie i dostrzegam pewne innowatorstwo. a jesli chodzi o aspekt koncertowy… powiem tak – w pewien sposob muzyka jest dla mnie jak slodycze. na tyle glodny jestem obu tych rzeczy, ze jestem w spokojnie stanie zjesc czekolade, ktora przelezala w szafce pare(nascie) dni pozniej niz przewiduje termin waznosci. taki wczorajszy niemen to juz ostro podgnila rzecz, ktora moze powodowac niestrawnosc. z koncertowym jarre’m anno domini 2005 takieog problemu nie mam, jestem w stanie to wszamac. a mozna tez rzecz wytlumaczyc jak jan frycz w „to ja, złodziej” – „… ładną zawsze wydupczę… a i brzydką chętnie posunę”.

inna sprawa, ze nie mam zamiaru ostro dystansowac sie do wystepu, za ktory zaplacilem i tych pieniedzy nie zalowalem. i do dzis nie zaluje. nie wiem czy to kwestia wieku czy rozwijajacego sie gustu (eeeee…. o tym ostatnim zapomnijcie, ehehehe), ale na pewno inaczej dzis patrze na ten koncert. z natury rzeczy robi mniejsze wrazenie ogladany na dvd. ale pamietam wciaz, ze wtedy, tam, na tym koncercie – no moglbym uzyc sformulowania „magia chwili”. ktora i ja odczulem. z drugiej strony – sentyment u mnie nie dziala tak silnie w przypadku koncertow, co plyty studyjnych. podjarke piosenka latwie odtworzyc po paru latach niz atmosfere koncertu, ktorej takze sie uleglo. wiec oceniamy dzis po prostu to, co widzimy na dvd.

i wciaz jest moim zdaniem przyzwoicie. przede wszystkim za sprawa muzyki. oczywiscie najfajniejsze fragmenty to klasyki z „Oxygene” (szkoda ze na dvd nie zalapalo sie nic z „equinoxe”). ale i reszta piosenek jest w miare strawna. mniej („light my sky”) lub bardziej („shipyard overture”), ale da sie przebrnac bez wiekszego bolu glowy. a juz np zamykajacy calosc „aerology remix” to naprawde zajebista, brzmiaca w miare nowoczesnie rzecz, z fajnie smigajaca gitarka. i co najwazniejsze – naprawde ta muzyka nie brzmi tak archaicznie, jak dotychczas mi sie wydawalo, zanim zglebilem ciut wiecej żara. swoja droga – sluchajac takiego „rendez-vous 4” mam wrazenie, ze moznaby mianowac jarre’a prekursorem manieczek.

jesli zas chodzi o, nazwijmy to, otoczke koncertowa – tutaj rzeczywiscie bywa roznie. przede wszystkim jesli chodzi o epatowanie symbolami. okej, jarre juz tak ma. okej, dziwnie by bylo gdyby przy takiej okazji nie pojawily sie odwolania do lecha walesy (na dvd widac jak wchodzi na scene, ale juz przemowe wycieto), stoczniowej estetyki czy zmarlego w tym samym roku jana pawla II. odegranie przearanzowanej wersji „Murow” Kaczmarskiego uznaje za mily gest, choc efekt finalny nie powala. ale momentami rzeczywiscie da sie odczuc posmak przegiecia. co kto lub niby. ja osobiscie lepiej sie czulem na wystepie gilmoura rok pozniej, nie tylko ze wzgledu na muzyke. inna sprawa, ze takie nagromadzenie pogadanek jarre’a troche rozbija dramaturgie wystepu. mi osobiscie o wiele ciekawszy wydal sie np fragment przedstawiajacy wynalazek zwany thereminem. zreszta, mnostwo zabawek przywiozl z soba jarre i samo ich ogladanie sprawialo frajde. choc gdzieniegdzie mozna sie zastanowic, czy rzeczywiscie francuz na nich gra, czy tylko chce sie popisac ich posiadaniem. zamykajac temat wizualnego odbioru calosci – troche srednio na dvd odtworzono to, jak caly ten wystep wygladal. publika okiem kamer wyglada srednio entuzjastycznie (a chyba tak nie bylo… prawda?), potegi estetyki stoczni tez specjalnie nie widac, a i jesli chodzi o same wizualizacje jakie wyswietlano na budynkach, to mozna byloby je jakos efektowniej polaczyc z „widokiem koncertu”.

niemniej jednak – jest naprawde okej. jak juz bylo powiedziane – ocena dvd powinna byc nizsza od noty dla samego koncertu, o ktorym juz tu pisalem. ale odnotujmy ladne wydanie (w dodatkach multimedialnych- 15minutowy, choc niewiele mowiacy, dokument i trailer, w dodatkach na papierze – pocztoweczki z widokiem na koncert i sporych rozmiarow fota publicznosci), dodatkowo dolaczona plyte CD, (tylko 9 numerow, ale w miare esencjonalnych jesli chodzi o wystep) i uznajmy, ze tutaj tez mozna wystawic siodemeczke.

 

najlepszy moment: AEROLOGY REMIX

ocena: 7/10

Leave a Reply