rageman.pl
Muzyka

Smolik – Smolik 2

44690483rok wydania: 2003

wydawca: Sissy

 

okej, uzupelniamy omowienie dyskografii Smolika. czas na drugi album.

drastycznych zmian w porownaniu z debiutem nie ma. pierwsze co rzuca sie w uszy to fakt, ze tylko jeden utwor z dwunastu jest tu stricte instrumentalny. oczywiscie za spiew odpowiadaja zaproszone osoby. co jednak ciekawe, tym razem instrumentalnie smolik sam calosc pociagnal (na debiucie pomagali krawczyk i perkoz chociazby). w line-upie pare zmian – sa starzy znajomi pokroju artura rojka, bogdana kondrackiego i noviki, ale bardziej wyrozniaja sie nowi tutaj – magda kasprzyszyn, maciej cieslak czy przede wszystkim mika urbaniak, ktora slychac w az trzech numerach (podobnie zreszta jak novike).

takie nagromadzenie wokalistow, w polaczeniu z przyjazna masowemu uchu wizja smolika na zastosowanie elektronicznych brzmien znacznie spycha calosc w rejony popowe (nie dziwota, ze smolik skonczyl jako producent krzysia krawczyka). nie musi byc to zle. gorzej, ze brakuje to najwazniejszego elementu w pop gatunku, jak i byc moze w muzyce jako takiej – dobrych melodii. na dodatek tym razem smolik uderzyl w zdecydowanie bardziej chillowy, relaksujacy klimat, w ktorym brak miejsca dla przyspieszajacych puls rytmow pokroju „gru” czy „zendegi”. co powoduje, ze przez pierwzsza polowe albumu trudno przebrnac bez chocby jedneko zmruzenia oka… choc w pojedynczych dawkach nie bylyby te numery takie zle – szczegolnie „dig i din” z zaskakujaco, ojej, mrocznym spiewem rojka.

najfajniej dzieje sie pod koniec albumu, poczawszy od „L.Mine”. zajebiscie przyjemny numer, choc trudno opedzic sie od wrazenia, ze to wlasciwie kopia „T.Time”. zwazywszy na tytul, byc moze taki byl zamiar tworcow. znow przeurocza paplanina w zwrotkach (zamiast noviki mika), znow orzezwiajacy jak morska bryza refrenik i znow najfajniejszy element w postaci poczatkowej sekwencji. prawdziwe cudo kryje sie zas pod indeksem dziewiatym. singlowa „kremowa rewolucja”, genialnie wystylizowana na oldskulowe disco lat ’70tych (think earth wind & fire). no i przezajebiscie odnajdujacy sie w tym maciej cieslak (ten tekst, OMG!), ktorego raczej nikt, a w szczegolnosci fani Scianki nie podejrzewaliby o przylozenie reki do takiego tracka (nie aby maciej byl jakas konserwa muzyczna, bynajmniej). gdyby radia w polsce sie szanowaly, to gralyby ten numer regularnie co godzine przynajmniej. dobrze ze chociaz producenci jogurtow sie na tym hicie poznaly… „Teh” to wreszcie wyteskniony, dynamiczniejszy moment, przy ktorym nawet nozka mozna pokiwac. moze troche zbyt proste to aranzacyjnie, ale w warunkach albumowych sprawdza sie swietnie. „0.0” to zas wspomniany jedyny instrumentalny track. bywalo w tej kategorii lepiej, ale zle nie jest. no i zamykajacy stawke „Or”. z przecudnym, choc wyspiewujacym straszne banaly, wokalem magdy kasprzyszyn.

wciaz przyzwoita plyta, choc jednak w kontekscie debiutu – lekkie przydolowanie. wydane trzy lata pozniej, nomen omen „3” pokaze, ze moze byc lepiej.

 

najlepszy numer: KREMOWA REWOLUCJA (feat. Maciej Cieślak)

ocena: 6,5/10

Leave a Reply