Machine Gun Kelly & Dub-O – EST 4 Life
wydawca: DIY
Dziś na tapecie najświeższy mixtape MGK (choć już w zapowiedziach jest kolejny, „Black Flag”), a zarazem ostatni przed debiutem na legalu „Lace Up”. I chyba tym drugim aspektem można wytłumaczyć lekkie rozczarowanie tym wydawnictwem. Bo całość brzmi rzeczywiście tak, jakby komuś się ewidentnie nie chciało.
I żadnym usprawiedliwieniem nie jest fakt, że mixtape jest efektem kolaboracji MGK z wieloletnim ziomkiem, DUb-O, który na pewno nie może pochwalić się równomierną charyzmą. Ten drugi jest wyłącznym gospodarzem w zaledwie kilku piosenkach, przemykających zupełnie niezauważalnie. Na dobrą sprawę to podkłady większości numerów cierpią na zastanawiający brak charakteru. Niby coś się w nich dzieje, niby leżąc niedaleko trapowego brzmienia nie mają tak chamskiego i ordynarnego wydźwięku co kawałki Gucci Mane’a, a mimo to w najlepszym wypadku wywołują efekt senności. I nie ma to nic wspólnego z onirycznym klimatem. W tym kontekście najlepiej wypada „Now I Know (Interlude)” – zupełnie niepozorny (sam podtytuł sugeruje, by nie brać go do końca na poważnie), pomimo obecnego w nim rapu rzecz czysto akustyczno-gitarowa. Mega sympatyczna rzecz. Na wyróżnienie zasługuje też „Halo” z cudnym samplem z Saint Saviour, tyle że akurat to podkład pożyczony od Yelawolfa.
Właśnie – w internetach zauważyłem, że dosyć często się obu tych raperów porównuje jako najważniejszych kandydatów do przejęcia po Eminemie tronu „Króla Białego Rapu”. Wybór zwycięzcy tej konfrontacji jest dosyć trudny, ale gdybym był zmuszony do dokonania takowego, to postawiłbym na Yelawolfa, który wydaje się jednak bardziej autentyczny w swym artystycznym „attitude”. Machine Gun Kelly stylizuje się na punkowca wychodzącego poza schematy, podczas gdy Yela za sprawą nagrywek z Ed Sheeranem czy Travis Barkerem pokazuje, że dla niego temat tych schematów nie istnieje.
najlepszy moment: NOW I KNOW (INTERLUDE)
ocena: 7/10
