Machine Gun Kelly – Rage Pack
wydawca: DIY
Po tytule mikstejpu, z wiadomych względów, obiecywałem sobie wiele. Cóż… może rozczarowanie to za duże słowo, niemniej sądziłem, że tym wydawnictwem MGK zrobi jakiś znaczący krok do przodu. A tymczasem… nie, zaraz, krok do tyłu to też nie jest. To może skok w bok?
Fajne jest na pewno to, że Kelly czyta mojego bloga i sumiennie stosuje się do moich sugestii. „Lace Up” uznałem za akt przegiętego flirtu z popowymi refrenami i proszę – nie trzeba było spraszać wszystkich okolicznych śpiewaków, by dalej było melodyjnie (choć oczywiście zupełnie z tego pomysłu nie zrezygnował – vide „Warning Shot”). W paru przypadkach MGK sam sobie radzi na polu refrenowym i wychodzi mu to w miarę przyzwoicie. Nie obyło się oczywiście bez zapożyczeń ze świeżych jeszcze przebojów, ale o ile „Chasing Pavements” utwierdza mnie w przekonaniu, że samplowanie Adele powinno być karalne, tak już „LTFU” silnie czerpiący z „One More Time” Daft Punk można rozpatrywać raczej w kategorii pozytywów. Na tym kawałku jednak flirt z szeroko pojętą elektroniką się tu nie kończy. Niestety, „Welcome To The Rage” powstały ze współpracy z braćmi Madden z Good Charlotte brzmi jak najgorszy z możliwych mixów wynaturzonego postdubstepu (think Skrillex) z odpryskami screamo. Znacznie lepiej wypada remix znanego nam już „Fantasy”, choć też jednak bliżej mu do remizy (mieszanej znów ze Skrillexem – przyznam, że mdli mnie już od takich brzmień) aniżeli „Bonkers”. No i szkoda, że ta cudna Sigur Rosowa partia dzwonków gdzieś przepadła. Nie udało się też tym razem uniknąć trap klimatów, no ale skoro zaprasza się Waka Flocka Flame’a…
Pomimo powyższych zastrzeżeń – intryguje mnie rozwój tego koleżki. Zobaczymy co będzie dalej.
najlepszy moment: THOUGHT I WAS GONE, HELLO
ocena: 7,5/10
