Dżem – Przystanek Woodstock 2004
wydawca: Złoty Melon
o, znow o Dzemie.
pisalismy o Dzemie Wlasciwym, czyli tym z Riedlem. bylo o Dzemie Kryzysowym, czyli tym z Dewodzkim. czas na Dzem Wspolczesny, czyli tym z Mackiem Balcarem.
na wieksze werdykty, jak smakuje ten obecny Dzem, troche za wczesnie. wprawdziej graja z Balcarem juz przeszlo 8 lat, ale na koncie maja dopiero jeden album studyjny. no i troche koncertowek (o nietypowosci dyskografii Dzemu pisalismy tez zreszta). coz, polece troche zlosliwie z tematem, ale nie dziwi mnie specjalnie ta sytuacja. bynajmniej zadne oskarzenia o sprzedanie sie nie padna – nie od dzis wiadomo, ze od dluzszego czasu jedynym zrodlem dochodu muzykow polskich sa koncerty. plyty to juz tylko dodatek, gadzet dla fanatykow i audiofilow-dewiantow. ale dla takich zespolow jak Dzem, ktorych sednem muzycznego jestestwa jest rozimprowizowane granie na zywo, nie stanowi to najmniejszego problemu. niech wiec zwiedzaja chlopaki koncertowa Polske wzdluz i wszerz, robiac to co kochaja i potrafia najlepiej.
problem tkwi w czym innym. wystep na zywo to swego rodzaju spektakl. w spektaklu mozna udawac, mozna aktorzyc. zwlaszcza jesli odkrywa sie piosenki/sceny napisane przez, a nawet dla kogos innego. wchodzac do studia, by stworzyc cos od podstaw, sprawa juz taka prosta nie jest. mam oczywiscie na mysli Macieja Balcara. nie chce powiedziec, ze to wyrachowana poza ani nic w ten desen. troche jak dla mnie jednak za duzo w nim Riedla, a za malo Balcara. no chyba ze mamy tu do czynienia z jakims duchowym, a nawet fizycznym pokrewienstwem. sam nie wiem… i nie pomaga w tym odseparowaniu Ryska od Macka fakt, ze repertuar koncertu to same Riedlowe numery. chociaz ok, nowa (i jedyna jak dotad, jak juz wspominalismy) plyta „2004” miala dopiero sie niedlugo ukazac.
inna sprawa, ze jakos publicznosci to silne podobienstwo dwoch frontmanow Dzemu nie przeszkadza. chociaz publicznosc woodstockowa ponoc nie nalezy do najwybredniejszych… no wlasnie. Przystanek Woodstock. tu wlasnie zarejestrowano wystep, na grande finale festiwalu. i chociaz klimat tego festu zupelnie mnie nie robi i mam niemal zerowa wiedze na temat tego, co na nim sie w przeciagu jego istnienia dzialo, wierze ze ten wystep byl jednym z najlepszych w jego historii. chocby podchodzac do sprawy logicznie – ktory polski zespol bardziej pasuje do robta-co-chceta-i-rokendrol-a-takze-stop-przemocy-i-narkotykom wizji Owsiaka niz Dzem, z tym swoim hippisowskim, dlugowlosym, dzinsowym klimatem? jesli ktorys moment, ktorys wystep Przystanku Woodstock moglby posluzyc za reminiscencje tego, co dzialo sie w ’69 na pewnej amerykanskiej farmie, to musialby to byc wlasnie koncert Dzemu. tym bardziej, ze pod wzgledem wykonania to tez jest klasa swiatowa. patrz „Niewinni i ja cz. I i II”, z popisem niemal kazdego instrumentalisty. tez Pawla Bergera, ktory pol roku pozniej zginie w wypadku. zreszta, jeszcze pare nazw: „Whisky”, „Jak Malowany Ptak”, „Czerwony jak cegla”, „Skazany Na Bluesa”, „Wehikul czasu”. okej repertuar? okej. moj prywatny hajlajt to zamykajacy calosc „Naiwne Pytania”. niby strasznie prosty numer, ale tutaj w pewnym momencie przeradza sie w tak kapitalny instrumentany odlot, ze OJACIE. no i „w zyciu piekne sa tylko chwile”, wiadomix. jako ze grande finale, tak wiec na koniec na scene wskakuje pan organizator i robi sie uroczyscie, wzniosle, corka z noga w gipsie, pokojowy patrol, „we are the world, we are the children”. moje serduszko pozostalo nieugiete, ale zapewne obecni na fescie odebrali to inaczej. i okej.
najlepszy moment: NAIWNE PYTANIA
ocena: 7,5/10
