Yattering – Murder’s Concept
wydawca: Season Of Mist
chyba polubie znow ten caly death metal!
a teraz powaznie… nie ma zartow na pewno z okladka tego wydawnictwa. moze i metalowy kicz, ale jakze sugestywny. pamietam, ze jako 16letni szczyl zajebiscie zazdroscilem Smierdzielowi, bywalcowi Orbitala, bluzy z ow okladka. tak prawde powiedziawszy, to i dzis nie pogardzilbym taka bluza. naprawde, robi mnie ta okladka.
a muzyka? tu juz jest trudniej. myslalem ze Deicide wczorajszy to extrema, ale dzis, po parogodzinnym katowaniu „Murder’s Concept”, czuje ze dotarlem do pewnej granicy. dalej juz nic nie ma. chocby w tym kontekscie naleza sie Yatteringom slowa uznania. bo skoro w jazzie czy elektronice doceniani sa ci, ktorzy poszerzaja granice, to czemu nie pochwalic Yatteringa, ktory zrobil cos podobnego w metalu? nie wiem czy byli pierwsi. ale im tez sie, jak na moj gust udalo.
poza koncowka plyty, o ktorej pozniej, tu nie ma kombinowania z tempami, aranzacjami itepe. no chyba ze za takowe poczytywac „ambientowe” wstawki miedzy numerami. przewaza totalna, dzwiekowa apokalipsa. wypaczona idea sciany dzwieku Phila Spectora. pewnie, mozna tez zauwazyc drobnostki, niuanse, ktore co jakis czas wylaza spod tej brutaldeathmetalowej (jak sie okazuje, brutal death metal i klasyczny death metal naprawde sie czyms roznia) masy. tyle ze nie ma co ukrywac, w „normalnej” muzyce takie elementy bylyby czyms oczywistym.
moglbym w tym przypadku tez uznac ze to smiech na sali i koniec. wiem, ze na pewno nie bede wracal do tej plyty dla przyjemnosci. ale staram sie jednak w kazdym wytworze kulturalnym (a death metal, czy to sie komus podoba czy nie, tez jest sztuka) znalezc pozytywy. ok, let’s try.
1. juz sam tytul wskazuje, ze album moze byc jakas caloscia. i rzeczywiscie. w pokroaczny sposob uzyskana, ale niech bedzie. bo i te przerywniki, wespol z muzyka, tworza naprawde chory klimat. no i teksty maja jakas spojna mysl. fajnie, nie ma szatana. ale jest totalny gore. mordercy (hm, no tak, murder’s concept), psychopaci, gwalciciele. poezja to to nie jest, ale chyba warto docenic starania. inna sprawa, ze wokalu Absolutnienie da sie skumac. nawet majac teksty przed soba. wiec w sumie nie wiem, czy te liryki z ksiazeczki to teksty piosenek, czy jakies refleksje niezwiazane z sama muzyka na plycie.
2. akurat to jestem w stanie wychwycic – nie bez powodu Zabek zastepowal kiedys Docenta w Vaderze. popierdalanie perkusyjne na leb na szyje – juz samo to imponuje, ale to przeciez kwestia wieloletniego treningu (zakladajac, ze kogos robi takie bicie rekordow w uderzeniach na minute). ale to co dzieje sie „… An Inanimate” czy „Damaged” – to juz jest POMYSL. boje sie uzyc slowa Kunszt, ale…
3. no i wlasnie – ta koncowka plyty, ktora zmienia troche wydzwiek calosci. mozna powiedziec, ze ciekawiej sie robi juz na wysokosci „Anal Narcotic” (!!!!CO ZA TYTUL!!!! ). chociaz byc moze tu dziala sentyment, bo do dzisiaj z rozrzewieniem wspominam klip do tej ekhm kompozycji, ktory rownie dobrze moglby robic za reklamowke Head & Shoulders.if you know what I mean. szkoda ze yatteringi to nie meshuggah i raczej nie bylo w tym autoparodii.skoro mowa o meshuggah – ze szwedami sie kojarzy „Rescue”. te nawiedzone gitary i nietypowa praca perkusji… no i „Damaged” – tutaj juz naprawde slychac troche inna propozycje na wytworzenie klimatu grozy niz bezustanne napierdalanie.
i moze jako laik nie powinienem takich werdyktow wystawiac, moze przemawia przeze mnie lokalny patriotyzm, ale.. ja naprawde nie slysze roznic w jakosci miedzy tym co zaproponowali tutaj gdanszczanie z Yatteringa a tym co graja Vader czy gral Decapitated. i pamietam ze te 9 lat temu Yattering z kontraktem z legendarnym dzis przeciez francuskim labelem Season Of Mist to bylo COS. szkoda wiec, ze – nie ma co ukrywac – padli kolejna ofiara pewnego polskiego metalowego dystrybutora. szkoda, ze tak charyzmatyczny i, jak odnioslem wrazenie z dotychczasowych kontaktow, sympatyczny typ jak svierszczmusi sie obijac teraz po takich spelunach jak Negatyw czy inny Orbital. nawet jesli sam SAINC jest mi muzycznie blizszy niz Yattering, choc tez bez przesady. tym bardziej ze ktos z taka charyzma powinien, jak w yatteringu, byc frontmanem absolutnym, a nie chowac sie z basem za kolejnymi wokalistami. szkoda, szkoda, szkoda…
bardzo naciagana i niesprawiedliwa ocena, wobec tych wszystkich muzykow dbajacych o melodie i aranzacyjne urozmaicenia. niezaleznie czy chodzi o Nelly Furtado, Korna czy nawet Deicide’a. ale jednak zaimponowala mi ta plyta. na swoj bardzo chory sposob.
najlepszy moment: ANAL NARCOTIC
ocena: 7/10
