rageman.pl
Muzyka

XXI wiek – polski synth pop lat 80

rok wydania: 2011

wydawca: DIY

pobierz album

 

tak, ja wiem ze poswiecanie kolejnej notki wydawnictwu firmowanemu przez portal z ktorym laczy mnie obustronny (?) link moze wygladac dziwnie. ale nic nie poradze – dopoki WAFP beda puszczac w siec kolejne tak sympatyczne skladanki, to ja zawsze cos tam o nich skrobne.

choc wydawnictwo o ktorym dzis mowimy nie jest zwyczajnym skladakiem, tworzonym na modle poprzednich WAFPowych kolekcji. panowie poszli kolejny krok dalej, tworzac cos bardziej na ksztalt rekapitulacji anizeli zbioru suchych opisow poszczegolnych trackow. lektura potezna, choc nie tyle merytorycznie co, powiedzmy, ideologiczno-ambicjonalnie.

w czym rzecz? otoz chodzi o synthpopowe lata 80te w Polsce. to caly czas jest pewien paradoks – niby obcujemy z nimi dzien w dzien sluchajac radia, a jednak wciaz spowija je ciezka, szara prl’owa mgla tajemnicy. glownie wynikajaca z zawilosci regul panujacych w owczesnej fonografii, majace zrodlo oczywiscie w tamtejszym ustroju politycznym. swego czasu probowalem rozgryzc ten temat w swej pracy magisterskiej dotyczacej polskiej fonografii i musze szczerze przyznac – nie do konca sie udalo. dlatego tak jak ciezko wydac jeden obiektywny, analityczny sad o tamtej epoke w calkowitym jej wymiarze (no dobra, z naciskiem na socjologie), tak jeszcze pewnie dlugo nie doczekamy sie podobnego „opracowania” muzyki tamtych lat.

przypuszczam jednak, ze WAFP nie mial az tak wielkich ambicji. ale i tak za to co popelnili – pelen szacun. dlatego wrecz nie wypada mi pisac cokolwiek merytorycznego o samych kompozycjach zebranych w tym ficzurze – jego tworcy zrobili to o wiele lepiej. zreszta sprawdzcie sami. z mojej strony bedzie tylko garsc bardzo luznych refleksji.

gdyby spojrzec na te kolekcje pod tym samym katem, pod jakim ocenialem WAFPowe skladanki z mlodymi perspektywicznymi – czyli z komercyjnym potencjalem jako podstawowym kryterium oceny – dojdziemy do smutnego, choc malo odkrywczego wniosku. to zdecydowanie nie byla sprawiedliwa epoka muzyczna. bo pomijam niemal wrodzona antypatie do Bajmu czy Budki Suflera (ktorych obecnosc tutaj jak najbardziej rozumiem), to czy ich numery zawarte tutaj naprawde predysponowaly ich do zostania w niedalekim czasie polskimi pop-potegami? moim zdaniem nie za bardzo,a przeciez „Noc Komety” to takze wielki Suflerowy hit (no dobra, druga polka ichniejszych hitow, ta na ktorej lezy „Jolka” i „Za ostatni grosz”). podobnie zreszta jak „Krysztalowa”i Lombardu czy „Podworkowa kalkomania” Urszuli tez szalu nie robia, choc tu akurat – obiektywnie rzecz ujmujac – nie wyciagal bym zbyt daleko idacych wnioskow: w porownaniu z „Malinowym Krolem” (zapomnijmy na chwile, ze to zrzyna z „Moonlight Shadow”) czy „Szklana pogoda” te kawalki naprawde wypadaja slabo.

a z drugiej strony mamy takiego elektrycznego geniusza Marka Bilinskiego, ktory wedlug wszelkiej logiki powinien byc naszym polskim Jarre’m, a jakos nigdy nie slyszalem o jego koncertach pod egipskimi piramidami, czy chociazby na Placu Zebran Ludowych. a przede wszystkim Anne Jurksztowicz, moim zdaniem Najcudowniejszy Glos Polskiej Muzyki. „Anna kto?” no wlasnie. choc pocieszajace jest to, ze przynajmniej jednak wieksza czesc spoleczenstwa kojarzy jej glos z muzycznych tematow seriali typu „Na Dobre i Na Zle” czy „Matki, Zony I Kochanki”. moze kiedys (heeeh) poczuja, ze czas siegnac glebiej, po kolejne solowe piosenki czy nawet cale albumy. choc akurat niekoniecznie powinni zaczynac od „Od Dzisiaj Mowie Stop”. nie jest to taki instant hit jak „Stan Pogody”, swa magie odkrywa po kilkukrotnym przesluchaniu. ale jak juz chwyci… czy ta Pani nagrala kiedykolwiek slaby numer?

sa tu przypadki artystow, ktorych historia sie potoczyla cokolwiek dziwnie. taka Majka Jezowska – „Papierowy Man” to przeciez, naprawde nie przesadzajac, numer na miare pierwszych, czyli najlepszych dokonan Madonny. zamiast byc wymienianym jednym tchem z „Material Girl” czy „Into The Groove” dzis jest wstydliwie pomijany przez aktualnie Naczelna Piesniarke Wszstkich Dzieci Na Swiecie. albo „W 40 dni dookola swiata” Papa Dance. nie tylko nie ma nic wspolnego z badziewiem objezdzajacym dzis Polske jako Papa D. on nawet nie ma wiele wspolnego z Papa Dance znanym z „Naszego Ziemskiego Edenu”. i nie tylko poprzez brak Pawla Stasiaka (Papa Dance bez Pawla Stasiaka! ogarniacie?). jesli w Polsce istnial progresywny pop, to gral go wlasnie Papa Dance na pierwszych plytach.

dobra, od tego momentu tez mowie stop, choc refleksje mi naplywaja do glowy calym strumieniem. po prostu obczajcie link powyzej. troche wzruszen, troche nowo-starych odkryc, kilka hitow dla domowkowych didzejow, a przede wszystkim – dowod na to, ze moze odstawalismy brzmieniowo (delikatnie rzecz ujmujac – niektore numery tutaj tak naprawde sa na granicy asluchalnosci), ale pod wzgledem kompozytorskim bylismy nie tylko w Europie, ale  chyba nawet w kosmosie.

 

najlepszy moment: ANNA JURKSZTOWICZ – OD DZISIAJ MOWIE STOP

ocena: 8/10