rageman.pl
Film

Ucieczka z kina „Wolność”

rok: 1990

reżyseria: Wojciech Marczewski

Trzeba uczciwie przyznać, że polska kinematografia nie ma wielu dokonań na polu surrealizmu i metafizyki. Nie będzie chyba zbytnim generalizowaniem jeśli powiem, że polscy reżyserzy (ale też widzowie ich dokonań) preferują raczej dosadność, kiedy smutek (częściej) lub humor (rzadziej) jest wyłożony dość łopatologicznie. Niemniej pewne próby wyjścia z tej konwencji i zabawy z widzem były podejmowane. Dziś o tej jednej ze wspanialszych.

Tytułowe kino, umiejscowione w bliżej nieokreślonym mieście końcówki PRL-u, absolutnie niczym się nie wyróżnia od innych miejsc tego typu. Do czasu. Pewnego dnia, podczas pokazu filmu „Jutrzenka”, ni stąd ni zowąd dochodzi do swoistego „błędu w matrixie” – aktorzy wychodzą z roli, zaczynają rozmawiać o marności scenariusza który odgrywają, a co więcej – zaczynają nawiązywać dialog z widzami siedzącymi w sali kinowej. Fama o nietypowym zjawisku zatacza coraz szersze kręgi, w końcu dochodzi do Cenzora (wspaniały jak zwykle Janusz Gajos), który jest zmuszony interweniować. Ale jak cenzurować film, który jest wyświetlany na ekranie? I czy to właściwie jeszcze film?

Jak widać z powyższego, fani meta-kina pokroju „Być jak John Malkovich” znajdą sporo dla siebie w „Ucieczce”. A jednak spłycanie dzieła Marczewskiego tylko do roli eksperymentu byłoby błędem. Bo przede wszystkim wybijają się tu dwa wątki. Pierwszy, który można by nazwać „pożegnaniem z komuną” – w tym kontekście nazwa kina została wybrana dość nieprzypadkowa. Tu należy podkreślić moment powstania filmu – kiedy wciąż panowała ekscytacja po zamknięciu poprzedniego etapu i nie wiadomo było co przyniosą Nowe Czasy. Upadek muru dzielącego widzów „Jutrzenki” i postaci na ekranie jawi się jako finalny etap krachu systemu komunistycznego. Choć wciąż władza jest w rękach demonów trzymających ten system w ryzach (Cenzura), to wiedzą oni doskonale, że zamknięcie kina „Wolność” na kłódkę nic nie da i tych zmian już nie powstrzymają. Ludzie nie chcą kolejnych propagandowych produktów, chcą dzieł które nawiążą z nimi dialog, które mówią o tym jak jest naprawdę.

I tu płynnie przechodzimy do wątku drugiego, czyli Wolność jako granice tego, co można a czego nie można powiedzieć w sztuce. Zgodnie z regułą, że Zło zawsze jest przekonane o słuszności swych czynów, tak i główny bohater uważa, że działa w imieniu Wyższej Racji i to niekoniecznie politycznej. Przyznam, że ten aspekt dotknął mnie w bardziej osobisty sposób, jako że w swojej pracy, choć bezpośrednio nie wpływam na finalny kształt muzyki, to nieraz opiniuję utwory pod kątem ich potencjału komercyjnego. Polityki tu brak, jest za to Biznes – czyli, mogłoby się wydawać, intencje jeszcze bardziej cyniczne niż Cenzora. Nie powiem, daje to trochę kaca moralnego, który film Marczewskiego jeszcze bardziej rozbudził.

Wspaniały polski film.

najlepszy moment: wizyta partyjniaków na pokazie „Jutrzenki” – aktorskie fajerwerki

ocena: 8,75/10