Thought Gang – Thought Gang
wydawca: Sacred Bones
Yep, wbrew topicowi będzie znów o Lynchu. Tym razem w wydaniu muzycznym.
Zaciekłym Lynchofilom nazwa Thought Gang nie tylko nie jest obca, ale przez lata rozpalała ich zmysły, od kiedy po raz pierwszy pojawiła się na soundtracku „Fire Walk With Me”. Chociaż kolaboracja Lyncha z jego nadwornym kompozytorem Angelo Badalamentim rozpoczęła się znacznie wcześniej (obejmując nie tylko pracę nad soundtrackami filmów Lyncha, ale i usługi kompozytorsko-tekściarsko-producenckie dla Julee Cruise), to właśnie przy okazji filmowego spin-offu „Twin Peaks” słynny reżyser po raz pierwszy oficjalnie chwycił za instrumenty. Efekt kolaboracji nie miał nic z syntezatorowego klimatu „Twin Peaks OST”, kierując skojarzenia raczej w stricte jazzowym kierunku. Objawione w 1992 roku dwa tracki – „A Real Indication” i „The Black Dogs Run At NIght” rozbudziły apetyt na więcej – zwłaszcza że od początku było wiadomo, że na rejestracji tych dwóch kompozycji historia tego efemerycznego projektu się nie zakończyła. Kolejne efekty współpracy wypłynęły wiele lat później, przy okazji trzeciego sezonu „Twin Peaks”, ale na oficjalny pełny album trzeba było czekać aż do teraz. Wiem że nie jestem obiektywny w temacie Lyncha, ale patrząc na opinie recenzentów można chyba uznać, że było warto.
Oczywiście znalazło się tu miejsce dla wspomnianych dwóch (świetnych) utworów z „Fire Walk With Me OST” i dają one dobre wyobrażenie o reszcie zawartości albumu, choć nie dają też jego pełnego obrazu. Po pierwsze – są tu utwory instrumentalne, w których Badalamenti „oszczędza” nam swego demonicznego wokalu („Stalin Revisited”, „One Dog Bark”). Po drugie – Lynch, głównie odpowiedzialny za teksty i perkusjonalia, w „Jack Paints It Red” dochodzi do mikrofonu i wtedy avant-jazzowe kombinacje ustępują miejsca czystemu eksperymentalnemu pojebaństwu. No i właśnie, po trzecie – najbardziej przebojowym momentem albumu jest mimo wszystko „A Real Indication”, co chyba dobrze pokazuje skalę „przebojowości” całości. Chociaż jak ktoś potrzebowałby punktów zaczepienia w mainstreamie (a bardziej jego okolicach), to „A Meaningless Conversation” z jego turpistycznym klimatem ma coś z późnego Toma Waitsa.
Po czwarte i najważniejsze – to wszystko powyżej dotyczy trochę ponad połowy albumu. Bo na samym końcu mamy dwa kolosy – „Frank 2000” (16 minut) i „Summer Night Noise” (9 minut). No i „ja powiem tak, Matti”: jak wiecie czytając tego bloga, za jedną z nadrzędnych wartości w muzyce uznaję melodię i harmonię. Żadnej z tych dwóch nie ma w tych dwóch kompozycjach, co nie przeszkadza być im jednymi z najlepszych kawałków Muzyki opublikowanych w ostatnich latach. A „Frank 2000”, dosyć gęsto wykorzystywany w trzecim „Twin Peaksie”, zarazem jedną z najbardziej przerażających rzeczy w świecie audio.
Jak wiemy z książkowych publikacji o Lynchu, jest on zdecydowanym przeciwnikiem teorii, że najlepszą Sztukę tworzy się w bólu, utrapieniu itp. I rzeczywiście – zarówno z historii tego projektu jak i samej muzyki jasno wynika, że główni twórcy podeszli do tematu mocno zabawowo i niezobowiązująco. W efekcie jest to jak dla mnie prawdowpodobnie najlepsza rzecz, pod jaką podpisał się Lynch-muzyk.
najlepszy moment: FRANK 2000
ocena: 8,75/10
