Siesta Muzyka Świata vol. 5
wydawca: Universal
coz, odkryciem wielkim nie bedzie stwierdzenie, ze skladanka to specyficzny rodzaj wydawnictwa. zwlaszcza takie „Greatest Hits”. bo co mozna powiedziec o numerach ktore wszyscy znaja. o backgroundzie historycznym, ktory ogranicza sie do tego, ze wytwornia postanowila wycisnac pare wiecej groszy z piosenek, ktore juz wczesniej solidnie nabily im kabzy? tak troche bez sensu.
z dzisiaj omawianym albumem rzecz ma sie mniej typowo, ale i tutaj czuje lekki bezsens poswiecania calej notki zagadnieniu. wiec moze zacznijmy od ogolnych refleksji…
Marcin Kydrynski. od wiekow funkcjonujacy w moim prywatnym spisie ludzkosci jako Czlowiek-Beka. „Moj Dzez” Tymonowych Kur dobrze oddaje zreszta me odczucia. gdyby przeprowadzic eksperyment medyczno-naukowy i wyprodukowanoby osobnika o guscie muzycznym totalnie przeciwstawnym memu (maszyna z „Muchy” mi sie w tym momencie przypomniala, nie wiedziec czemu), niechybnie wyszedlby z tegoz finalnie wlasnie Marcin Kydrynski. muzyka swiata, smooth jazz, sliczniutko, nastrojowo, wysmakowanie, elitarnie, wysokogatunkowe wino, fotel, swiece, krystalicznie czyste dzwieki, audiofilstwo do granic przesady… przypuszczam ze najokrutniejsza forma tortury nad Marcinem K. byloby puszczenie mu demowki-splita punkowych legend Kalesony Boga Wojny i Strzelajace Naplety. ciekawe czy Marcin w ogole slucha np empetrojek? reasumujac – nie napilbym sie z Marcinem wodki czy tez, adekwatniej, Pilsnera. inna sprawa, ze Kydrynski zapewne znacznie bardziej nie chcialby ze mna sie napic. oh, well.
z drugiej jednak strony – naprawde Kydrynskiego szanuje. bo lepsza najbardziej specyficzna zajawka niz brak zajawki. a koles poswiecil przeciez tym swoim ukochanym dzwiekom cale zycie. i wyszedl na tym na tyle dobrze, ze dzis moze nawijac w ksiazeczce do takiej „Siesty 5” o tym, jak to lubi spedzac wieczory spacerujac po dzielnicach Lizbony i jak to mu sie fajnie gada z Patem Methenym. i nie sadze, by jakikolwiek wplyw na jego obecna pozycje materialno-spoleczno-jakakolwiek inna mial fakt bycia synem sp. Lucjana Kydrynskiego. kazdy pasjonata, ktory poswieca sie muzyce i ja promuje (a przeciez to wcale nie sa tak latwo przyswajalne dzwieki i nie mowie o mojej awersji do takiej estetyki), a przy tym odnosi sukces zgarnia u mnie najwieksze propsy. no a poza tym – he’s THE husband of Anna Maria Jopek. how cool is that? mysle ze kariera AMJ sporo zawdziecza panu Kydrynskiemu. choc czasem sie zastanawiam jednak, czy kobieta z TAKIM glosem nie powinna osiagnac wiecej? sie nie chce wtracac do biznesplanu podboju swiata przez Jo, ale mysle ze np dobrze byloby zadbac o lepszy dobor materialu dla Niej. np poprzez ograniczenie sie mr Kydrynskiego w pisaniu piosenek dla malzonki.
okej, zdaje sobie sprawe ze nie tylko odbiegamy od tematu, ale zrobilismy mala wycieczke personalna. ale co wlasciwie mozna powiedziec o piatej odslonie serii firmowanej przez Marcina Kydrynskiego? znasz te postac = wiesz wszystko o zawartosci albumu. z ta „roznica”, ze tym razem, ja przyznaje autor calosci, mialo byc jeszcze bardziej nastrojowo. marcin, opanuj sie, jeszcze bardziej? mamy wiec tu 15 piosenek, kazda reprezentujaca inny zakatek swiata. jesli komus mowia cos te nazwy to prosze: Laura Lopez Castro nadaje z Hiszpanii, Bonga z Angoli, Pedro (ladne imie) Moutinho z Portugalii, Viktoria Tolstoy (ladne nazwisko) ze Szwecji, Eneida Marta zas z Gwinei Bissau… no wlasnie – co ja bede udawal. czasem nic mi nie mowia nazwy regionow geograficznych o ktorych mowa na tej plycie, a co dopiero wykonawcy. dlatego zadnego osadzania w kontekstach typu „jak na dotychczasowe dokonania to ten numer Tito Parisa z Cabo Verde jest dosyc sredniacki” nie bedzie. moge tylko powiedziec, ze calkiem ladny numer spiewa tu jedyna reprezentantka Polski, niejaka Anna Maria… a chyba najladniejszy z calej plyty efekt kolaboracji Charie Haedena z Patem Methenym i Jerry Douglasem „Oh Shenandoah” przypomina mi, ze chyba zbyt nisko ocenilem wspolno plyte pierwszych dwoch panow „Beyond The Missouri Sky”.
obiektywnie mowiac to bardzo spojna, cudnie zrealizowana, mile pogrywajaca skladanka. ale ja mam chyba jednak inne oczekiwania wobec Muzyki.
najlepszy moment: THE IDAN RAICHEL PROJECT & MARTA GOMEZ – CADA DIA
ocena: 7/10
