rageman.pl
Film

Sezon Na Misia

rok: 2006

reżyseria: Roger Allers, Jill Culton, Anthony Stacchi

 

Się rozszalałem z tymi kinami. Drugi raz w ciągu jednego weekendu.

Tym razem byliśmy na filmie „Sezon na misia”. Czyli kolejny odcinek cyklu „animacja 3D nie do końca dla dzieci”. Opcja, która mnie jako kinofila zadowala najbardziej. Śmiesznie, odprężająco, przyjemnie. I chociaż nic nie przebije „Shreka” czy „Gdzie jest Nemo”, to w sumie zawsze warto obejrzeć taką animację.

Tutaj jest trochę inaczej, bo nie jest to film ani DreamWorks, ani Pixara. I jednak już sam ten fakt mówi o tym, że nie ma co nawet startować do dwóch wymienionych wcześniej filmów. Ale i tak było zajebiście.

Treść? Jest i to całkiem przyjemna, acz nie do końca oryginalna. Jest sobie niedźwiedź grizzly imieniem Bogus. Bogus mieszka w garażu pani Beth, strażniczki lasu. Bogus jest nietypowym niedźwiedziem. W pełni udomowionym. Beth wykorzystuje go na pokazach dla dzieci, żywi się krakersami i śpi w koszyczku niczym psina, z nieodłącznym misiem. Sielana. Do czasu pojawienia się drugiego bohatera. Bogus poznaje jelenia Elliota, gdy ten leży przywiązany do pick-upa kłusownika Shane’a, głównego antagonisty filmu. Bogus odwiązuje Elliota, który w podzięce postanawia już nigdy nie opuszczać Bogusia. Niestety jegomość jest na tyle nieporadny, że doprowadza wkrótce do wpakowania ich duetu w niezłe kłopoty, a w końcu — do odstawienia ich do lasu, ku rozpaczy właścicielki Beth. Rozpaczy bo nie tylko chodzi o rozłąkę. Sezon polowań zbliża się nieuchronnie…

Czyli mamy motyw udomowionego zwierzęcia, które musi się zmierzyć z paradoksalnymi nowymi warunkami, jakimi jest życie na łonie natury. Czyli „Madagaskar”. Tam mieliśmy kwartet, tutaj duet. Ale mniej nie oznacza gorzej, choć dałoby się znaleźć sporo cech charakteru łączących postaci obu filmów (choćby luzackie podejście do życia Elliota i madagaskarowej zebry). Ale i tak myślę, że należą się brawa dla autorów za kreację tak wyrazistych, ciekawych postaci.

Choć oczywiście nie byłoby filmu bez równie ciekawych postaci drugoplanowych. Czyli w głównej mierze mieszkańców lasu. Mamy gizelę, panią jeleń (?) do której zarywa Elliot. Ta już jest jednak zajęta przez pewnego innego jelenia… Mamy duet kaczorów (swoją drogą, parę odniesień do polskiej polityki jest, co zawdzięczamy głównemu tłumaczowi animacji w Polsce, Bartoszowi Wierzbięcie). Mamy agresywną wiewiórkę McSquizzy, która nawet fizjonomią przypomina trochę naszego ministra edukacji… Jest bóbr Reilly, który w pewnym momencie stanie się pasjonatem piły łańcuchowej, z którą będzie wyglądał jak Leatherface z „Teksańskiej masakry…”. Są króliki używane jako amunicja, jest zbuntowany jamnik, są wiecznie sprzeczające się skunksice… Bez kitu, jak to jest, że w takich animacjach postaci są nierzadko lepiej nakreślone niż w niejednym „normalnym” filmie?

Aczkolwiek pomimo odniesień do popkultury i podtekstów jest to jednak animacja zdecydowanie bardziej dla dzieci niż dorosłych i dorośli mniej tu znajdą dla siebie niż w przypadku „Madagaskaru” chociażby. Nie jest to też tak ładnie animowane jak w przypadku produkcji Pixara. Czyli film lokuje się między tymi dwoma typami produkcji, co niekoniecznie jest zaletą. Ale i tak film zasługuje na piąteczkę. Z minusem. Ale jednak piąteczkę.

A, i chyba jest to pierwsza produkcja, gdzie w dubbingu polskim nie mamy żadnych aktorskich gwiazd. Z popularniejszych aktorów tylko etatowego dubbingowca Jarka Boberka („wyginam śmiało ciało!”) jako Bogusia. I chociaż dubbingowi nic zarzucić nie można pod względem jakości, to jednak fajniej jest, jak słuchamy znanych postaci w tak nietypowych rolach. Zwłaszcza jak robią to dobrze. Idealny przykład — oczywiście Jerzy Stuhr jako Osioł w „Shreku”. Z jednej strony — idealne „wtopienie się” w postać. A z drugiej myśl — zaraz, to przecież Stuhr! Szkoda tym bardziej, bo w oryginalnej wersji „Sezonu…” mamy takich aktorów jak Martin Lawrence czy Ashton Kutcher. No ale niech minusy nie przysłaniają wam plusów.

 

najlepszy moment: JEŻ JEST MEGA

ocena: 6,5/10