rageman.pl
Muzyka

Richard Bona – Tiki

rok wydania: 2005

wydawca: Universal

 

dzis, drodzy studenci, rozprawimy sie z kolejnym wytworem muzyczny Ryska B.

niestety, juz nie jest tak fajnie jak w przypadku wczoraj omawianej plyty. bo problem z „Tiki” jest taki, ze ulotnil sie troszke tutaj to, co stanowilo o relatywnej unikalnosci „Munii” – afrykanski feeling. okej, niby na „Tiki” Richard wciaz spiewa w swoim jezyku. niby sporo tu instrumentow, rowniez tych egzotycznych. ale to juz nie to samo. zamiast afryki blizej temu wypasionym studiom nagraniowym, gdzie kazdy dzwiek jest dopieszczony do granic przyzwoitosci. i nie pomoga urozmaicenia takie jak rap w utworze tytulowym (najlepszy zreszta track), przerobka Mistrza Jaco Pastoriusa („Three Women”) czy wrecz buenavistowy klimat w „O sen sen sen”. by porozumien nie bylo – to nie jest zla plyta. moj schizofreniczny gust jest w stanie czerpac i ze sluchania takich albumow przyjemnosc. choc boje sie doczekac dnia, kiedy bede doznawal przy takich grubiansko audiofilskich plytach. nie chce tez zarzucic tej muzyce braku szczerosci czy uczucia, bo tak tez nie jest. ale ta muzyka jest tak przyjemna dla ucha, ze az porzygac sie idzie. zero szalenstwa, spontanu. trudno oczekiwac, by mozna bylo uslyszec ryska rozpierdalajacego swoj bass o sciane w przyplywie mieszaniny energii i weny tworczej. ale no kurcze… chyba jednak znacznie fajniejszy bylby odbior tych numerow na koncercie. choc zapewne nie taki byl zamiar Autora.

 

najlepszy moment: TIKI

ocena: 6,5/10

Leave a Reply