rageman.pl
Muzyka

Radio Bagdad – Demo 2006

demo2006rok wydania: 2006

wydawca: DIY

 

Suplement do wczorajszej recki „Słodkich koktajli Mołotowa”. No bo właściwie mówimy tu o demówce. Dziewięć numerów, więc jednak dosyć wypaśne wydawnictwo, ale jednak demo. No tak, tylko że my tu nie mówimy o amatorach muzycznych z Trąbek Małych, a wschodzącej gwieździe i takie wydawnictwa jak to demo być może w przyszłości na Allegro będą osiągać niebotyczne ceny. Co jest o tyle prawdopodobne, że mamy tu parę numerów, które na pełnowymiarowy album się nie załapały. I coś jeszcze.

Więc mamy demo 2006. Nagrywane w studiu Radia Gdańsk, więc profeska. Niby. Nie wiem gdzie były nagrywane „Słodkie koktajle Mołotowa”, bo na moim promo tej płyty takiej informacji nie ma, ale jednak demo brzmi gorzej niż album. Dziwne, bo przecież Behemoth niby też nagrywał w Studiu Gdańsk. Może to kwestia budżetu… Nie wiem. Chociaż ta jeszcze większa surowizna (bo przecież SKM też wypaśnie nie brzmią) czasem daje lepsze efekty, jak np. w „Magistrze”. No ale co najważniejsze, mamy tu dwa numery, które na SKM się nie załapały. O ile w przypadku „Elitarnego TV Show” ta decyzja nie dziwi, bo to rzeczywiście nijaki numer, tak już zlekceważenie „Róbmy pieniądze” to błąd. Sympatyczny numer z banalnym, ale jednak mega chwytliwym refrenem. No i te dzwoneczki w refrenie Majoneza, małe cudeńko. Poza tym to mamy tu jeszcze „Idę sam” i „Czas naszych czasów”. O którym już wczoraj się rozwodziłem. Więcej numerów z takim zadziorem, panowie!

Dodatkowo otrzymujemy jeszcze dwa bonusy. Pierwszy to wspomniany wczoraj pierwszy klip bagdadowców do „Epigona”. Niby tradycyjna polska produkcja rockowa typu zespół w garażu/próbowni, ale profesjonalnie rzecz skręcono, a że numer przebojowy, to bez trudu mogłoby śmigać w tiwi. Drugi bonus to wyciąg z demo 2005. Cztery numery. Już nie (a właściwie – jeszcze nie) Studio Radia Gdańsk, ale również IWO odpowiedzialny za mix i mastering. A mimo to tutaj to już naprawdę mamy poziom demówkowy. Oczywiście w sferze brzmienia, bo kompozycje się bronią jak najbardziej. Kompozycje, czyli konkretnie „Epigon”, „Będziem robić politykę” (z jakąś dziwną, wręcz noisową wstawką w środku, która się na płytę nie załapała i chyba jednak słusznie), „Wszystko” (bez „chóru dziecięcego”) i rzecz, która chyba jest największym rarytasem na całym tym wydawnictwie. Słynna już przeróbka „London Calling” The Clash. Muzycznie może zaskoczenia nie ma, troszkę nawet ubyło poweru oryginału (choć wersja Strummera & co. nie miała sampla z „Misia” hehe), ale chodzi o tekst. Tekst, nad którym nawet „Lampa” się pochyliła.

Swoją drogą, tutaj być może w pełni się objawia kunszt Sielaka jako tekściarza. O tym aspekcie RB wczoraj nie wspominaliśmy, więc teraz jest okazja. Mam nadzieję że się nie obrazi, ale jednak muszę to napisać – wokalistą wybitnym nie jest. Czasem wręcz odnoszę wrażenie, że ledwo co wyciąga jakieś partie. Ale to nie przeszkadza. Bo najważniejsze jest to co ma do zaśpiewania. A pod tym względem to naprawdę dobija do czołówki polskich liryksciarzy. Okej, w PL mało jest wybitnych tekściarzy, ale jednak i tak jest to hiperkomplement, okej. Chłopak podjął trudne zadanie pisania O CZYMŚ. Polityka, problemy społeczne, problemy dnia codziennego młodych, troszkę inteligentniejszych ludzi. Przy pisaniu o ważkich tematach łatwo popaść w populizm. Tylko że Sielak nie śpiewa o tym, co może przypodobać się masom. On jest z tej masy i daje swój głos, swoją opinię, swój sprzeciw. Nie sądzę by Kazik był w stanie tak trafnie ująć problem emigracji młodych Polaków jak Sielak w „Londyn dzwoni”. Nie potrafiłby, bo on emigruje na wakacje na Teneryfę. A Sielak co roku emigruje na Wyspy do roboty. I dla podsumowania tego wywodu – życzę mu takiego sukcesu z Radiem Bagdad, by też emigrował co najwyżej na Teneryfę. No i dodatkowo – życzę sobie, by „Londyn dzwoni” znalazło się wreszcie na oficjalnym wydawnictwie. Zasługuje na to.

 

najlepszy moment: LONDYN DZWONI

ocena: 7/10