Pogodno – Wasza Wspaniałość
wydawca: Mystic
Wracamy po przerwie.
Pogodno? Oj, dawno o nich nie było. Ostatnio w kontekście „Opherafolii”, dziś zatem o następczyni tamtego albumu.
Nie wiem czy chodziło o puszczenie oka do fanów zagranicznego katalogu Mystic Records czy atmosferę po wydaniu „Opherafolii” która zaowocowała totalnym odświeżeniem składu Pogodna (ze składu odpowiedzialnego za tamten album ostał się wyłącznie lider), a może po prostu Budyń nam się starzeje. W każdym bądź razie „Wasza Wspaniałość” to nie tylko najbardziej spójne dzieło autorów „Orkiestry”, ale też i najpoważniejsze, żeby nie powiedzieć… najmroczniejsze. Oczywiście nigdy nie był to poziom głupkowatej wesołości Big Cyca, bardziej prześmiewczość, ironia czy też cynizm – generalnie nie bezpośrednia kontynuacja dzieła Franka Zappy w zakresie mieszania humoru z muzyką. Zresztą już wspomniana „Opherafolia” przejawiała trochę odmienne od dotychczasowego podejście nie tyle do samej materii muzycznej (bo wciąż prymat wiodła Wolna Amerykanka), co generowanego klimatu, także poprzez warstwę liryczną. Wtedy jednak można było to wytłumaczyć konceptualno-okolicznościowym backgroundem (płyta była muzyczną ilustracją spektaklu wystawionego na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej), tu już żadnego alibi nie ma. Pierwszą zdradę ideałów sierpnia piewców filozofii „Hajle Silesia” słychać w otwierającym całość „Ale”, prowadzonym przez linię przesterowanego basu o ciężarze godnym Black Sabbath. I tylko styl śpiewania Budynia stanowi łącznik z czasami „Pani w Obuwniczym” – podobny dysonans między muzyką a wokalem słychać także w „Ciłości” (w którym, nie ukrywam, irytuje nie tylko upierdliwe powtarzanie „refrenowego” pytania, ale i sama interpretacja wokalna). Ale już mini-suita „Nie I”-„Nie II” to już pełna jednomyślność, bynajmniej jednak nie w aranżacji. Czego tu nie ma: bluesowo-Nirvanowy duet wokalno-gitarowy, noise, Orientem pachnący klawisz, rock and roll… Powiedziałbym, że rozmach godny prog rocka gdyby nie to, że aranżacjami ten zespół zawsze wystawał ponad średnią krajową, co muszą przyznać nawet ich hejterzy.
Płyta jest więc całkiem na serio, co potwierdza tematyka tekstów (generalnie – gorzkie spojrzenie na relacje damsko-męskie, w sumie też pewne novum), a nawet sama oprawa graficzna z dominującym czarnym kolorem. Powtykane tu i ówdzie numery w starym, nomen omen pogodnym stylu („Suka”, „Magnes” i najlepsza w zestawie „Piosenka Terrorystyczna”) teoretycznie powinny służyć jako chwile oddechu przed kolejnymi konfrontacjami z Budyniowymi rozkminami. W praktyce jednak, zwłaszcza dla fanów płyt z pierwszej połowy ubiegłej dekady, okazały się chyba jednak najbardziej jej wartościowymi fragmentami. Oddelegowanie na singiel dość zachowawczego (oczywiście w skali Pogodno) „Magnesu” oraz gorsze niż w przypadku chociażby „Opherafolii” komercyjne powodzenie albumu mogą to spostrzeżenie potwierdzać.
Ja doceniam ten album. Choć pewności nie mam, na ile „poważność” tego albumu wynika ze świadomej wizji artystycznej, a na ile ze zwyczajnego zmęczenia materiału. Niedawne rozwiązanie zespołu tylko potęguje to zwątpienie. Swoją drogą – skandal, by tak zasłużony dla polskiej muzyki (nie tylko alternatywnej) zespół żegnał się ze sceną tak „po cichu”, pojedynczym koncertem w Warszawie, która nawet nie jest ich rodzinnym miastem. Przykry ten polski show-biz.
najlepszy moment: PIOSENKA TERRORYSTYCZNA
ocena: 7/10
