Papa Dance – Złote Przeboje
rok wydania: 2003
wydawca: GM Distribution
Nazwa albumu praktycznie mówi wszystko. Ktoś, komu nazwa Papa Dance nic nie mówi prawdopodobnie spędzał lata 80-te w innym kraju. Muzyka, której nie da się obiektywnie ocenić. Przynajmniej ja nie potrafię. Możliwe, że obiektywnie jest to jedna z najgorszych kapel świata, esencja wiochy i kiczu. Ale przecież to lata 80te, apogeum PRL! Tak wszyscy wtedy grali! I osobiście wolę ten „świadomy” kicz w stylu Papa Dance niż ten skrywany jak u Lady Pank chociażby.
Okej, a co do samych numerów. Na sam początek największy przebój czyli „Nasz Disneyland”. Dla mnie jedna z najlepszych piosenek na świecie. w „It’s a Simple Song”, za sprawa śpiewającego po angielsku Stasiaka można pomyśleć, że to numer Wham! „Skajlajt” – numer brzmiący jak ze ścieżki dźwiękowej do „Policjantów z Miami”. Zresztą tematyka utworu niewiele odbiega od tego skojarzenia. „Rudi Colour” – chyba pierwsza piosenka w PL, w której zastosowano metodę modyfikacji wokalu, tak przesympatycznie wykorzystaną później na „Smerfnych Hitach”. „Galaktyczny Zwiad” – początek jak z filmu science fiction.
Każdy numer tutaj jest genialny. Polecam, polecam, polecam.
najlepszy moment: NASZ DISNEYLAND
ocena: 8,5/10