Madness – One Step Beyond…
rok wydania: 1979 (reedycja: 1999)
wydawca: Virgin
dobra, pomowmy znow o Klasyce.
chociaz tak prawde mowiac to na skali Klasycznosci to brytyjski Madness nie plasuje sie jakos w absolutnej czolowce. choc na pewno w swej kategorii gatunkowej – scisly top. ba, przypuszczam ze wiekszosc osob na haslo „ska” pierwsze o czym mysli to Madness wlasnie. porblem w tym, ze ja nigdy nie bylem fanem tego gatunku. zadnej, chocby minutowej zajawki na pomykanie w garniturze w punkowym towarzystwie i tego typu klimaty. chociaz w osmej klasie podstawowki z kolega Mateuszem troszke doznawalismy przy kasecie Skankana. i wtedy chyba bylem najblizej polubienia sie z tym nurtem. bo pozniej juz byla totalna olewka. i wciaz jest. ale Madness… no w pewnym momencie trza bylo sie z Madnessem polubic.
nie wiem czy odwazylbym sie na stwierdzenie, ze Madness wyczerpuje temat muzyki ska. blizej mi za to do stwierdzenia, ze debiut jest na tyle kapitalny, ze wyczerpuje temat Madness’a. paradoksalnie, bowiem nie ma tu dwoch hitow, z ktorych przecietnemu obywatelowi sa oni znani – „Our House” i „House of fun”. jest za to trzeci, tytulowy, bedacy zarazem jednym z najlepszych albumowych open’erow w historii muzyki rozrywkowej. o tyle jest to kapitalna sprawa, gdyz na dobra sprawe jest to utwor niemal instrumentalny. wprawdzie albumowa wersja jest pogatsza o gadana introdukcje, jestem w singlowej wersji jedyne slowa jakie padaja przez caly numer to tytul. ciezko tu mowic o zwrotkach, refrenie, a jednak nie sposob nie zapamietac melodii tej piosenki. nie mowiac juz o tym, by nie ruszyc przy niej w tany. afera, normalnie.
a potem wcale nie jest gorzej. bo juz jako drugi wyskakuje kolejny hajlajt albumu- „My Girl”. tu juz sprawa jest o tyle prostsza, ze nie tylko mamy schemat zwrotka-refren, ale rzecz mocno ociera sie o balladowe klimaty. nie tylko ze wzgledu na tematyke tekstu. ale spojrzmy, co kryje sie pod bramka… pod indeksem numer trzy. orientalizujacy „Night boat to Cairo”. kolejny hit. mozna odniesc, ze obcujemy z albumem wrecz genialnym.
niestety pozniej wciaz jest zajebiscie, ale juz nie AZ TAK. daje rade ostatni singlowy reprezentant plyty, czyli „The Prince”. calkiem zajebiscie na ska-modle przerabiaja panowie temat z „Jeziora Labedziego”. „Madness” to, jak sama nazwa sugeruje, track-wizytowka zespolu i jego stylu. kapitalnie wchodzi perkusja w „Tarzan’s Nuts”. i wlasciwie jeszcze sporo moznaby ciekawszych fragmentow wymienic. ale jednak pierwsze trzy tracki spokojnie wyczerpuja temat zajebistosci i legendarnosci tego wydawnictwa.
wydawnictwa, ktore zwazywszy na date wydania chyba troche nieslusznie jest pomijane, jesli mowa o plyty konca lat 70tych, ktore zmienily oblicze brytyjskiej muzyki.
(aha, mowimy tu o zremasterowanej wersji plyty, ktora poza nowym soundem przynosi takze dodatek multimedialny w postaci czterech klipow do singlowych przebojow. najlepiej wypada „nIght boat…”, bo choc niskobudzetowosc az kluje w oczy, to przynajmniej jest calkiem fajny pomysl. choc reszta tez daje rade. lata 70te, akcent brytyjski… mozna sie zakochac w tym klimacie. a zwlaszcza w „nutty train”, hehehehe)
najlepszy moment: ONE STEP BEYOND
ocena: 8,5/10