M.I.A. – Vicki Leekx
rok wydania: 2010
wydawca: DIY
brytolskich mixtejpow ciag dalszy.
wprowadzamy kolejna postac do naszego panteonu slaw. a pani M.I.A., znana takze pod rodowym nazwiskiem ??????? ’????’ ?????????????, zdecydowanie zasluguje na wzmianke tutaj. jedna z najoryginalniejszych postaci zenskich we wspolczesnej muzyce, nie tylko w ramach brytyjskiej muzyki, a tym bardziej nie tylko w ramach szeroko pojetej kultury hiphopowej czy elektronicznej. multimedialna aktywistka, kompozytorka, rezyserka, projektantka, reprezentantka wymierajacego gatunku artystow (szczegolnie tych zajmujacych sie muzyka), ktorzy naprawde maja wplyw na kierunek, w ktorym podaza nasz (uh) swiat jako taki. z czego Ona, w przeciwienstwie do Bono, zamiast podawac reke politykom wolalaby im ich rece ujebac maczeta. ktora metoda bardziej zbliza do celu jakim jest pokoj i milosc na swiecie pozostaje kwestia gustu, na pewno jednak dzieki radykalnym pogladom wbila sie w pamiec nie tylko krytykom muzycznym, ale tez i politycznym.
obecnosc na listach najbardziej wplywowych ludzi swiata jestem w stanie uznac za uzasadniona, choc takie tytuly brzmia zbyt dumnie by byc ogarnietymi przez tak zwyklych zjadaczy cheba jak ja. paradoksalnie jednak mam mniejszy problem z obecnoscia M.I.A. w tego typu zestawieniach niz tych traktujacych o samej muzyce. nie chce dyskredytowac „Arular” czy „Kali” (chlodny stosunek do „Maya” akurat nie jest niczym nietypowym), ale czy naprawde sa te albumy czyms wiecej niz kolekcjami ultra przyjemnych elektro-bangerow? czy w ogole wypada uzywac slowa „przelomowe” w ich kontekscie? houston, we’ve got a problem here. pewnie, Charyzma oczywiscie. moze nawet, biorac pod uwage kontekst okolomuzyczny, lekki Szok. ale nie potrafie w tym, badz co badz, swietnym kolazu gatunkowym dostrzec jakosci na tyle nowej, na ile M.I.A. jest ekscytujaca jako popkulturowa juz ikona. a tak prosciej rzecz ujmujac: M.I.A. jako osobowosc > M.I.A.
nie odbiegamy tym przydlugawym wstepem od tematu notki – mixtape opublikowany w ostatnia sylwestrowa noc potwierdza tylko powyzsza teze. co wiecej, nie tylko nie wnosi on wlasciwie niczego nowego nowego do wizerunku M.I.A., ale i moze stanowic swiadectwo lekkiego artystycznego kryzysu, jaki dopadl nasza bohaterke w tamtym roku. bysmy zle sie nie zrozumieli – slucha sie tego przyzwoicie, nie ma ani wiekszego dramatu ani tym bardziej zazenowania. nie potrafie jednak oprzec sie wrazeniu, ze zapamietany zostanie ten mixtape glownie za jego nawiazanie do afery WikiLeaks (tu trzeba oddac artystce, ze wciaz trzyma reke na pulsie w kwestiach globalnych). a to i tak tylko w tytule – same piosenki specjalnie upolitycznione nie sa (pomijajac pojawiajaca sie tu i owdzie zenska narracje).
spoko, ale zaraz chyba i tak zmienie plyte w odtwarzaczu.
najlepszy moment: GEN-N-E-Y
ocena: 7/10