Lloyd Banks – V.5
rok wydania: 2009
wydawca: DIY
Jedziemy dalej w mikstejpową przeszłość Banksa.
Wnioski po przemaglowaniu „V.5”? Wygląda na to, że dwuletnia przerwa między tym wydawnictwem a „Cold Corner 2” to był czas na łapanie życiowej formy. Jest gorzej, ale posłuchać można, bo to wciąż całkiem przyjemny hc rap po linii Mobb Deep czy M.O.P. Kilka ciekawych ficzurów (ziombel z G-Unit Tony Yayo w „No Escape”, „Greenday” z Cormegą i Havociem ze wspomnianego MB), czujna nawijka, pożywne bity, równy poziom z kilkoma wyróżniającymi się momentami („Big Bully”, taką nietypowość lubięęęę). Więcej nie wymagam. Dla mnie legal jest jak niedzielny wykwintny obiad, a mixtape jak codzienna szama. „V.5” można pocisnąć bez strachu o późniejszą niestrawność.
najlepszy moment: BIG BULLY
ocena: 7/10