Lista kolejkowa
rok: 2000
reżyseria: Juan Carlos Tabío
Czy da się stworzyć ciekawy film o ludziach czekających na autobus? Okazuje się, że tak.
Małe miasteczko na Kubie, stacja autobusów dalekobieżnych. Niemała gromada ludzi czekających na busa, głównie do Hawany. Niestety busy pojawiają się na przystanku rzadziej niż komety na niebie, a jeśli już coś przyjeżdża to bierze ograniczoną liczbę osób, a nierzadko też nikogo nie bierze. Frustracja oczekujących sięga zenitu, klimat rodem z PRLu i walki o mięso i inne „ekskluzywne” towary. Na domiar złego autobus, który miałby wyruszyć z tejże stacji (i tym samym zabrać większą ilość osób), psuje się na amen. I kiedy wszyscy postanawiają wywiesić białą flagę i rozejść się do domów, jeden z bohaterów, Emilio (który w międzyczasie upatrzył sobie jedną z niedoszłych współpasażerek), rzuca wyzwanie, by spróbować naprawić autobus. Teoretycznie nie takie trudne zadanie okazuje się bardziej skomplikowane, toteż przystanek, który miał być tylko, hm, przystankiem, coraz bardziej zaczyna przypominać… dom.
Jeśli z opisu fabuły nie wynika to jasno, to niech plakat nie pozostawi złudzeń – mówimy tu o komedii, z dość wyraźnym wątkiem romantycznym, nawet jeśli początek filmu mógł trochę zmylić i zasugerować coś bardziej na serio. Co więcej, im dalej w las tym coraz więcej wdziera się tu czegoś, co można by nazwać realizmem magicznym. To ładne określenie. Gdybym chciał jednak dosadniej to opisać, określiłbym to mianem miksu banału i absurdu. Nie chcąc za bardzo spoilerować powiem tylko, że finalnie twórcom udaje się wyjść na prostą i wybronić pewne decyzje fabularne.
Przede wszystkim jednak ogląda się to całkiem sympatycznie. Kubański „Rejs”? Trochę tak, choć na pewno humor nie tak wyborny, no i ewidentnie brak tu tak charyzmatycznych postaci jak Mamoń, Sidorowski czy kaowiec. Rzekłbym nawet więcej – kilka bohaterów może wzbudzać wyjątkową irytację. Ale jako całość bronią się, a na pewno służy im (i nam jako widzom oceniającym film) gorący kubański klimat.
Trochę zaskakuje mnie fakt, że film był pokazywany w Cannes, niemniej jakbyście natrafili gdzieś na ten film to daję znać, że nie musicie się bać i możecie obejrzeć.
najlepszy moment: jak już zostało wspomniane – to, jak wybrnięto z coraz bardziej niedorzecznych pomysłów fabularnych, może się podobać. Nie ukrywam, byłem zaskoczony.
ocena: 7,5/10