rageman.pl
Film

Kac Vegas w Bangkoku

rok: 2011

reżyseria: Todd Philips

 

swieta! dzis Dzien Ojca, Boze Cialo, Noc Swietojanska i last, but not least – druga notka w ciagu dnia! i to jaka –  o filmie!

mnie wyciagnac ostatnimi czasy do kina to nie lada wyczyn. a jednak sie udalo i tym bardziej nie zaluje, ze sam seans byl polaczony z calkiem kozackim afterparty. nawet jesli nie bylo az tak grubo jak w filmie, o ktorym bedzie zaraz mowa.

przyznaje sie bez bicia – pierwszej czesci Kac Vegas nie widzialem. z tego co slyszalem z rozmaitych zrodel – mam czego zalowac, wiec moze kiedys nadrobie. tym bardziej, ze wydaje mnie sie, ze wbrew zapewnieniom kinowych kompanow czesc zartow ze wzgledu na ich konotacje z pierwsza czescia pozostaly dla mnie niezrozumiale. no i mimo wszystko wierze, ze ta pierwsza czesc jest zwyczajnie lepsza. bo druga szalu nie robi.

od poczatku – ponoc to kalka czesci pierwszej, tyle ze w egzotycznej scenerii. czyli (dla nieobeznanych jak ja) mamy paczke ziomow, ktora dosc lubi przybalowac (poza jednym osobnikiem, ktory robi za troskliwego ojca). tak bardzo, ze nastepnego dnia absolutnie nic nie pamietaja i cale clou programy polega na rozgryzaniu wydarzen ostatniego wieczoru. temat w sumie swietny, bo bliski kazdemu krolowi melanzu, a i dla calej reszty imprezowiczow (czyli poza biegunami, biedniejsza czescia Afryki i Chinami – calej reszty swiata) dosc zabawny. w drugiej czesci, z racji slubu jednego z bohaterow z Tajka przenosimy sie do Bangkoku. a z czym sie je Tajlandie wie kazdy zorientowany, niekoniecznie w geografii. zatem musi byc wesolo. musi?

niestety grzechem wiekszosci sequeli, zwlaszcza komediowych jest to, ze zamiast proponowac cos naprawde zaskakujacego bazuja na samej sympatii publiki do glownych bohaterow i licza, ze na tym patencie mozna pojechac przez caly film. i „Kac Vegas 2” ten grzech powiela. mi tych 4 kolesi az tak bliskich nie jest, ale rozumiem tych, ktorzy smiali sie do rozpuku jak tylko pojawialy sie one po raz pierwszy na ekranie. no, ale to mowimy o pierwszym kwadransie seansu. moze daloby sie to rozciagnac do godziny filmu, gdybysmy mowili o naprawde fajowych postaciach. a niestety, ekipa z South Parku to to nie jest. czesto jest tak, ze utozsamiamy dobrze wykreowana przez scenarzyste postac z wkladem wlasnym aktora. tez na tym sie przewaznie lapie. na przykladzie „Kac Vegas 2” widac jak na dloni, jaka jest miedzy tymi dwoma aspektami roznica. co tu duzo mowic – panowie Cooper, Helms i Galifianiakis to nie sa przyszle gwiazdy Hollywoodu, nawet w kategorii komediowej. moze jeszcze poza tym Galifianiakisem, choc jego postac zrytego dosc Alana to komediowy samograj, nie do zjebania nawet chyba przez ktoregos z Mroczkow. ale juz Cooper poza playboyowatoscia nic do roli Phila nie wnosi, a Helms w roli Stu jest momentami wrecz irytujacy. chyba ze tak mialo byc – to gratuluje i cofam slowa krytyki. niemniej jak dla mnie show kradna role drugoplanowe – Ken Jeong w roli Leslie Chowa i… malpka Crystal w roli malpki dealujacej dragami.

a scenariusz… no, scenariusz. jest. jak juz wspomniane bylo – kalka pierwszej. spoko, „American Pie 2” tez nic wielkiego nie proponowal, a jednak rozjebywal do reszty. a, juz wiem dlaczego – bo tam byly kapitalne gagi, moze nawet lepsze niz w czesci pierwszej. tu niestety „Kac Vegas 2” ponosi lekka porazke, nie tylko jako sequel, ale jako komedia per se. najlepsze momenty z „American Pie” mozna bylo wrecz losowo wybierac. z „KV2” ciezko mi cokolwiek sobie teraz przypomniec. moze „erekcja mnicha”? no tylko ze to taki zart na poziomie wczesnej podstawowki, ktory srednio przystoi nawet komedii z kategorii „humor klozetowy”.

mimo wszystko obejrzec mozna. jesli cierpicie na nadmiar wolnego czasu.

 

najlepszy moment: no właśnie nie wiem

ocena: 7/10

Leave a Reply